2012/07/25

Z drugiej strony życia - pseudo-opowiadanie;)


Moje życie straciło smak i w momencie, w którym to sobie uświadomiłem, rzuciłem się pod rozpędzone metro. Miałem nadzieję, że umrę. I tak właśnie się stało, choć zupełnie nie tego spodziewałem się po śmierci.
Nie wiem, jak to wyjaśnić komuś, kto wciąż żyje, ale spróbuję zacząć od samego początku, Ukochana. Najpierw jest krótkotrwały, niesamowicie oślepiający błysk w kolorze, którego nie jestem w stanie nawet opisać. W szkole wmawiali mi, że każdą barwę można uzyskać, mieszając trzy podstawowe kolory: czerwony, niebieski i żółty w odpowiednich proporcjach. Kłamali. Ten kolor był czymś niesamowitym. Ja go nie widziałem - ja go czułem, absorbowałem całą powierzchnią ciała. Był jak zorza polarna zmieszana z zauroczeniem brunetką z kręconymi włosami.
A potem... sam nie wiem. Może... spróbuj wyobrazić sobie ogromny ekran kinowy. Podziel go na setki. Nie. Nawet tysiące drobnych okienek. Ech, gdy jesteś martwy, dokładność twoich szacunków jest ci zupełnie obojętna. Liczby nie mają żadnego znaczenia. Teraz już nie. A, przepraszam, jeśli zdarzy mi się dywagować. To normalne. Chyba.
Wróćmy zatem do ekranu. W każdym z okienek widzisz coś innego, choć na początku większość pokazywała wnętrze mojego kościoła parafialnego, a potem drogę do cmentarza komunalnego, potem i samą nekropolię i grabarza zakopującego trumnę... z moim ciałem.
Paskudne uczucie - mówię Ci, Ukochana. Choć nie najgorsze, jakiego doświadczyłem po zgonie.
Gdy już wszystkie ekrany zaczynają pokazywać zupełnie co innego, dziwisz się, że nie masz problemów ze skupieniem się na poszczególnych obrazach. Nie. Za chwilę wszystko wydaje ci się oczywiste jak to, że za życia oddychasz. Oglądasz świat oczami swoich znajomych. Na początku zdaje ci się, że wszystkich ludzi, których poznałeś za czasów swojej egzystencji. Najgorsza jest jednak chwila, w której, tak jak ja, poznajesz prawdę. Ale o tym za chwilę. Może dłuższą chwilę, a może po prostu o tym zapomnę - nie wiem. Czas również nie ma żadnego znaczenia. Mam go teraz aż nadto, w przeciwieństwie do Ciebie, Ukochana. Twój jest już starannie i dokładnie policzony.
Ach, przepraszam, znów mówię od rzeczy, a nie to jest istotne. Pozwól mi, proszę, raz jeszcze wrócić do tematu. Obrazy widziane oczami znajomych to dopiero początek. Za chwilę, oczywiście nie jestem w stanie określić, jak długą, dochodzą do ciebie wszystkie dźwięki dobiegające z otoczenia. Nie. Nie Twojego otoczenia, tylko ze wszystkich miejsc, w których znajdują się ci, których zdążyłaś poznać.
Wyobrażasz sobie ten natłok dźwięków? Nie? W zasadzie, to dobrze. Bo wcale nie ma takiego uczucia. Wszystko zdaje się naturalne.
Po dźwiękach czas na uczucia i wspomnienia. To bardzo trudna chwila w nieżyciu. Czujesz każdą myśl dotyczącą siebie. Pół biedy, gdy chodzi o dobre obrazy. Te, na samym początku, wręcz ogrzewają cię od środka. Zresztą, od zewnątrz też. Ale nie jest to takie ciepło, którego możesz zaznać za życia. Nie. To jest znacznie przyjemniejsze, porównywalne jedynie do długotrwałego zakochania w rudej kobiecie o zielonych oczach. O ile ciepło można porównać do uczucia. Uwierz, gdy umrzesz, pod tym względem też jest ci wszystko jedno.
Po pewnym czasie przyjemne wspomnienia stają się niewyobrażalnie wzruszające, lecz przypominają ci, dlaczego warto było żyć i przez to budzą tęsknotę za egzystencją.
Jeżeli chodzi o złe wspomnienia i myśli to... jest znacznie gorzej. Kojarzysz, Ukochana, jak często mawiałaś, że coś wierci Ci dziurę w sercu? Nie miałaś racji. Prawdziwe wiercenie poznasz dopiero po własnej śmierci.
No i tu dobrnęliśmy do bardzo ważnej kwestii - czy po śmierci traci się ciało? Cudowne pytanie z gatunku tych filozoficznych. Odpowiem, przytaczając pewną historyjkę. Nie wiem, czy trafną. Nie wiem nawet, czy można ją nazwać „historyjką”. Szczerze w to wątpię, lecz to ocenisz sama. Podobnie jak to, czy zechcesz w nią uwierzyć..
Wyobraź sobie czasy prehistoryczne. I ludzi. O ile w ogóle zasługiwali na to miano. Ich „marna egzystencja” zamykała się w ledwie kilku czynnościach. W zasadzie, gdybyś oswoiła któregoś z nich, Ukochana, byłby prawdopodobnie świetnym, choć dość niebezpiecznym zwierzątkiem domowym.
Stworzenia te mogłyby dla Ciebie polować, gotować, a po drobnym przeszkoleniu może nawet prasować i prać. Miały spory potencjał. Fakt. Jednak był pewien, dość istotny problem. W tamtych czasach wcale nie musiały i nie czuły potrzeby, by go realizować.
Człowiek pierwotny działał wiedziony instynktem. Zero kalkulacji, czy rozsądnego myślenia. Gdy był głodny, a pod ręką nie było niczego do jedzenia, szedł coś ubić lub uzbierać. Jako stworzenie wszystkożerne, nie był zbyt wybredny. Smak też za bardzo się nie liczył. Liczyła się natomiast energia, która płynęła ze strawy.
Gdy człowiek prehistoryczny był śpiący, spał. Logiczne? Aż za bardzo. Ale popatrz na siebie, Ukochana. Ile razy zdarzyło Ci się brać coś na pobudzenie, żeby tylko zrobić coś mniej lub bardziej pilnego przed zaśnięciem? Zbyt wiele, prawda?
A teraz najważniejsze. Wyobraź sobie, że człowieka pierwotnego coś bardzo mocno zabolało. Co robił? Płakał lub krzyczał. A co robił, gdy coś go bardzo zasmuciło? Również płakał lub krzyczał.
Pewnie zastanawiasz się teraz, po co ta cała historyjka. No chyba, że jesteś bystrzejsza od dziewczyny, którą zapamiętałem. Nie obraź się, Ukochana. Nie chciałem Cię urazić, po śmierci nie zastanawiasz się, czy twoja wypowiedź jest taktowna. Po prostu mówisz.
Wniosek jest bardzo prosty. Podział człowieka na ciało i duszę, mimo że piękny, liryczny i wzniosły, jest całkowicie bezsensowny, wydumany i sztuczny. Nieważne, czy potrzeba pochodzi od jednego, czy drugiego pseudo-tworu, trzeba ją zaspokoić, by poczuć się dobrze.
Powiesz zapewne, że to moje słowa są bez sensu. W końcu tyle lat słyszałaś i przez to czułaś zupełnie co innego. A poza tym, uważasz zapewne, że to, iż potrzeby cielesne i duchowe załatwia się w inny sposób, nie zgadza się zupełnie z moją teorią.
Ja jednak spytam: „Czy każdą potrzebę cielesną zaspokajasz w ten sam sposób? I czy nie da się przypadkiem zaspokoić potrzeby duchowej poprzez ciało?” Oboje dobrze znamy odpowiedzi. Wspomnij chociażby to, co robiliśmy w naszym łóżku, by przegonić wszelkie smutki niesione przez każdy kolejny nowy dzień.
Widzisz zatem, mam nadzieję, że rację mam ja, a nie pisarze, poeci, nauczyciele, katecheci, czy kapłani. Mogę więc kontynuować swoją opowieść o życiu po śmierci. Przepraszam o „nieżyciu”.
Gdy już zaczniesz oglądać, słuchać i czuć świat za pomocą znajomych, zauważasz jedną, na początku niezbyt istotną rzecz. Powolutku, okienko za okienkiem gasną pojedyncze obrazy. Głos za głosem cichną pojedyncze dźwięki. Uczucie za uczuciem wyparowują pojedyncze emocje.
W głowie słyszysz jedynie szum, widzisz jedną, wielką, czarną plamę i czujesz pustkę emocjonalną. Nie. Wcale nie czujesz niczego - to byłoby zbyt piękne. To jest typowa pustka, znacznie gorsza od nicości.
Ukochana, wyobraź sobie, że nagle zapominają o Tobie wszyscy. Ale naprawdę wszyscy. Tak. Dosłownie. Nie masz nikogo, w kogo mogłabyś się wtulić.
Pewnym, chwilowym pocieszeniem jest to, że za chwilę obraz wraca. Ale nie w ten sposób, który Ci przed chwilą opisywałem. Nie. Wszystko wraca do normy. Oglądasz, słyszysz i czujesz świat samodzielnie.
Przed oczami stają ci budynki pamiętające czasy starożytne, ciemne zaułki sprzed stuleci, wymarłe zwierzęta, a także ludzie: Celtowie, Wikingowie, Fenicjanie, czy Babilończycy. Widzisz też powtarzające się cyklicznie wydarzenia, które mogły być ważne dla historii świata, a o których nigdy się nie dowiedziałaś.
Zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że trafiłaś do Krainy Zapomnianych - miejsca, gdzie trafiają wszystkie osoby, zwierzęta, rośliny, narzędzia, miejsca i zdarzenia, o których nikt już nie pamięta lub pamiętać nie chce.
Nie zamierzam wypytywać Cię, Ukochana, dlaczego ja tu trafiłem. Z jednego prostego powodu. Doskonale to wiem. Byłaś pierwszą osobą, która na siłę chciała pozbyć się mnie ze swego umysłu. Nawet ksiądz, który odprawiał za mnie mszę żałobną, wspominał mnie dłużej niż Ty, a widział mnie tylko podczas wizyt „po kolędzie”.
Ty natomiast zapomnienia szukałaś w ramionach kilkunastu różnych facetów. Ciekawi mnie jedynie, czy pamiętasz chociaż imiona każdego z nich. To było bardzo niemiłe z Twojej strony, Ukochana. Zwłaszcza, że zapominać mnie w ten sposób zaczęłaś jeszcze grubo przed moją śmiercią.
Zastanawiasz się teraz, czy mam Ci to za złe. Odpowiadam: „nie”. Zwłaszcza, że to dzięki Tobie doznam reinkarnacji.
Tak! Wiem, że teraz o mnie myślisz, a to oznacza dwie rzeczy. Dla mnie: powrót do Krainy Życia w zupełnie nowym ciele. Dla Ciebie, Ukochana... śmierć i nieżycie w Krainie Zapomnianych. Zapewniam Cię, że już teraz nikt nie pamięta Cię na tyle, byś utrzymała się w, bądź co bądź lepszym, Stanie Zawieszenia. Tak. Tym z tysiącami ekraników.
Tam, gdzie trafisz, każda najmniejsza cząsteczka czasu będzie Ci przypominać o tym, jak wiele straciłaś przez swoją niewierność i zło, które wypełniało Twoje serce od urodzenia aż do zgonu. I nie licz na to, że kiedykolwiek uda Ci się skontaktować z kimkolwiek żywym. Dla mnie zrobiono jedyny w historii wyjątek.
Zatem... Żegnaj, Ukochana. Wspomnij mnie kiedyś podczas swej bezsensownej tułaczki. Nie to, żeby coś Ci to miało dać, ale mnie przynajmniej raz sprawisz prawdziwą przyjemność.

Życie, NADCHODZĘ!

2012/06/16

Powłoka pre


Tej nocy nie była sobą. Głęboko w sercu czuła, że tym razem wydarzy się coś niezwykłego – zapamięta ten Dzień Wszystkich Świętych na długo… Na całe życie. Nie mogła zasnąć – słyszała najróżniejsze dźwięki, to wysokie, to niskie, nie była jednak w stanie powiedzieć, skąd one dochodzą, ani jaki instrument mógłby je z siebie wydawać. Miarka przebrała się, gdy usłyszała dźwięk katarynki swojego ojca – tak, tę melodię, tę barwę zapamiętała bardzo dobrze. Wyobraziła sobie nawet, że słyszy delikatny głos swojej matki, wtórujący melodii wydobywającej się z idealnie zachowanego, zabytkowego instrumentu tak ukochanego przez jej rodziców. Wiedziała, że tym razem nie zmruży oka, więc powoli zsunęła z siebie kołdrę.
Zegar zaczął wybijać północ. Księżyc, którego blask zwykle nieśmiało wdzierał się przez okna i drzwi jej balkonu, zdawał się świecić nienaturalnie mocno i… fioletowo?  Był to jej ukochany, głęboki fiolet, który wyglądał wręcz majestatycznie na tle kruczoczarnego, nocnego nieba.
Anna, mimo swoich 23 lat, wciąż bała się wstawać z łóżka w środku nocy, przerażona możliwością istnienia rozmaitych podłóżkowych monstrów. Tym razem jednak, zamiast bać się nowozaobserwowanego zjawiska, natychmiast zeskoczyła na podłogę i, niemalże biegnąc, zbliżyła się do balkonu.
Takiego widoku nie spodziewała się ujrzeć nigdy, nawet w najśmielszych wyobrażeniach, czy filmach. Nie była nawet pewna, czy to, co widzi, dzieje się na jawie, czy jest jedynie oniryczną wizją – jedną z tych, które tak bardzo uwielbiała. Taką, która pozwalała jej na ucieczkę od realnego świata, od wszechogarniającej ją samotności, od ludzi którzy nie potrafili dostrzec strachu i niepewności pod jej pięknym uśmiechem. I od poczucia winy, które bardzo starannie w sobie pielęgnowała od dobrych dwóch miesięcy.
Fioletowy Księżyc lśnił na niebie w towarzystwie tysięcy różnokolorowych i świecących znacznie wyraźniej niż zwykle gwiazd. Anna lekko pchnęła drzwi balkonu, które z niespotykanym oporem ustąpiły i otworzyły się. Towarzyszył temu dźwięk dartej tkaniny, co powinno zdziwić dziewczynę, jednak jej umysł był za bardzo zajęty analizowaniem tego, co widzi, by skupić się na tak nieistotnym szczególe.
Wychodząc z pomieszczenia, Anna poczuła delikatny wiatr niosący ze sobą intensywny kwiatowy zapach. Wydawało jej się, że wyczuwa w powietrzu również delikatną, alkoholową nutę, ale możliwe, że było to tylko złudzenie wywołane natłokiem różnorakich impulsów zmysłowych. Mimowolnie zamknęła oczy, delektując się cudowną wonią.
Po chwili zapomnienia, ukazał się jej obraz jeszcze dziwniejszy niż przed chwilą. Zamiast swojej niewielkiej wioski widziała budynki jakby żywcem wyjęte z wczesnego Średniowiecza – drewniane chaty przykryte jedynie słomą, studnie. W samym centrum znajdował się okrągły placyk, wokół którego zgromadzili się… ludzie? Anna przeraziła się na widok mieszkańców wioski. Ludzkim ciałom towarzyszyły głowy różnych zwierząt. Wszystkie „kobiety” ubrane były w proste, białe suknie, a na głowach nosiły długie, czarne welony. W rękach trzymały wysokie na metr drewniane krzyże o lekko wygiętej ku górze poprzeczce. Na ubrania „mężczyzn” składały się jedynie czarne przepaski biodrowe, a każdy z nich trzymał pochodnie, na czubku których dumnie płonął ogień o zmieniającym się co chwilę kolorze. W związku z tym, placyk również wydawał się zmieniać barwę, co tylko potęgowało niepokój dziewczyny.
Nagle, raptem kilka metrów nad zebranymi ludźmi przeleciało stado białych ptaków o różnokolorowych główkach. Najpierw przeleciały ptaki czerwonogłowe, następnie błękitnogłowe, po nich zielonogłowe, a na końcu stadko złożone ze zwierząt o co najmniej kilkunastu innych barwach łebków. W oddali, prawdopodobnie już poza granicami wioski, dumnie kroczył czworonożny kolos o długości co najmniej dwudziestu kilku i wysokości kilkunastu metrów i nieproporcjonalnie małej główce wieńczącej pokaźną szyję.
- Dziewczyno! Jak ty się ubrałaś? – zachrypiał kobiecy głos, całkowicie wyrywając Annę z zamyślenia. – Święto Zmarłych powinno być obchodzone z należną czcią! Gdzieś ty się uchowała?
Anna odwróciła się w kierunku staruszki, dzierżącej w ręku miotłę.
- Przepraszam – odpowiedziała dziewczyna. – Ale chyba nic z tego nie rozumiem.
- Przybyszka! – wykrzyczała kobieta bardziej do siebie. – Nie musisz przepraszać, ani tym bardziej nic z tego rozumieć.
- Dzięku…
- Jeszcze nie musisz za nic dziękować – przerwała Annie. – Nic ode mnie nie otrzymałaś.
Dziewczyna nie wiedziała już, czy w ogóle powinna się odzywać.
- Nie bój się, przybyszko. Ze mną nic ci nie grozi. Siadaj! – powiedziała staruszka, wyciągając przed siebie miotłę. Anna, wiedziona strachem, dosiadła legendarnego wehikułu wiedźm.
Gdy tylko przysiadła się do niej „czarownica”, wzbiły się w zielonkawe chmury i popędziły przed siebie. Dziewczyna chciała się dowiedzieć jak najwięcej, jednak nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa, gdyż pęd powietrza sprawiał, że nawet oddychanie wydawało się jej trudne. Staruszka prawdopodobnie cieszyła się z zaistniałej sytuacji i chłonęła ostatnie chwile ciszy. Parę minut później, obie znajdowały się już na ziemi. Zaraz po lądowaniu na wydeptanej ścieżce u podnóża pagórka, Annie zakręciło się w głowie i przed upadkiem uchroniła ją tylko błyskawiczna reakcja starszej kobiety.
- Jestem Aveera, przybyszko. Możesz mi mówić po imieniu – wyglądam na starą, ale każdy ma tyle lat, na ile się czuje. W związku z tym jestem jeszcze nastolatką – zaśmiała się kobieta, chrypiąc jeszcze bardziej niż poprzednio.
Anna uśmiechnęła się z grzeczności.
- Gdzie jestem i co tu się dzieje? – spytała dziewczyna.
- Właśnie przyleciałyśmy pod Wzgórze Wilgi i, jak widzisz, nic się nie dzieje.
- W takim razie, gdzie byłyśmy przed chwilą i co tam się działo?
- Przed chwilą byłyśmy w Oliwie i widziałaś ludzi celebrujących Święto Zmarłych.
Anna zaczęła się zastanawiać, co zrobić, by kobieta była bardziej konkretna i udzielała odpowiedzi, które pozwoliłyby jej odnaleźć się w nowej i jakże dziwnej sytuacji, jednak nie wiedziała, jak tego dokonać. Ciszę przerwała po chwili staruszka:
- Anno, czy nie obchodzisz co roku podobnego święta?
- Tak, ale nie wygląda to tak jak tutaj. W ogóle, świat wygląda zupełnie inaczej niż zwykle. Przecież Oliwa, którą znam od zawsze jest inna!
- Nie, Anno. Tak ci się tylko wydaje. Święto Zmarłych obchodzimy co roku – tak było zawsze i tak pewnie już pozostanie. Raz do roku przylatuję do Oliwy, gdyż tam właśnie najbardziej czuć atmosferę tej uroczystości.
- Czy naprawdę tak było zawsze? – spytała nieśmiało nowopoznaną wiedźmę. – Czy w poprzednich latach również się widziałyśmy? Czy o tym spotkaniu również zapomnę?
- Tak, nie i nie, Anno – odpowiedziała krótko i konkretnie Aveera.
Po odczekaniu kilku sekund, Anna zrozumiała, że wiedźma nie miała zamiaru rozwijać swojej wypowiedzi.
- W takim razie… - zaczęła niepewnie dziewczyna. – Skoro mówisz, że istniejecie od zawsze, a raz do roku zbieracie się w Oliwie, jak to możliwe, że widzę was pierwszy raz? Przecież nie przeoczyłabym takiego zgromadzenia istot, których nie spotyka się przecież codziennie. Ani fioletowego księżyca, ani tym bardziej katarynki mojego ojca.
- Otwórz umysł, Anno – zaczęła staruszka. – Bez tego na pewno nie zrozumiesz tego, co się tutaj dzieje. Nie znajdujesz się obecnie w swoim wymiarze. Słyszałaś kiedyś o światach równoległych? – zaczekała chwilę, ale widząc, ze Anna nic nie rozumie, postanowiła zacząć tłumaczenie sytuacji od samego początku.
- Oprócz świata, który w miarę dobrze znasz, istnieje jeszcze drugi wymiar, Świadome tego stworzenia nazywają go „Kissa”, w przeciwieństwie do waszego, którego nazwa brzmi „Noka”. Niestety, przez całe stulecia, ludzie z twojego wymiaru coraz bardziej oddalali się od Kissy, a z czasem zaczęli zwalczać wszelkie przejawy przenikania się światów. Kulminacyjnym momentem, jak się zapewne domyślasz, były czasy Wielkiej Inkwizycji. Wtedy to, ludzi zajmujących się badaniem obu światów zgładzano. Ba, zabijano również tych, u których choćby podejrzewano zainteresowanie drugim światem. Ale nie o to pytałaś. Na co dzień, nie jesteś w stanie dostrzec Kissy, gdyż jest oddzielona od Noki Powłoką. Sama Powłoka nie ma stałej grubości i w czasie ważnych wydarzeń, można czasem zobaczyć, co znajduje się po drugiej stronie. Dzień Zmarłych należy oczywiście do tych wydarzeń, tak jak zaćmienia Słońca, Księżyca, czy rzadkie zjawiska astrologiczne jak koniunkcja planet. Jednak nawet najcieńszą barierę można przejść tylko w szczególnych wypadkach. Myślę, że w twoim życiu musiało wydarzyć się coś naprawdę strasznego, skoro przekroczyłaś Powłokę bez odprawienia żadnego Rytuału Przejścia.
Wiedźma przerwała na chwilę, by sprawdzić, czy choć część informacji jest zrozumiała dla przybyszki, po czym dodała:
- Pamiętaj, że to co tutaj widzisz, może na zawsze odmienić twoje postrzeganie świata, może również dokonać nieodwracalnych zmian w twojej psychice. Zastanów się, czy nie wolałabyś natychmiast wrócić do Noki, bo z każdą chwilą spędzoną tutaj, twoje szanse na udany powrót zmniejszają się.
Anna od pewnego czasu nie była w stanie powiedzieć ani słowa. Teraz zaczęła zastanawiać się nad znaczeniem słowa „udany” w kontekście jej powrotu do domu i spytała:
- A jak wygląda nieudany powrót?
- Anno, czy ty w ogóle słuchasz? Miałaś otworzyć umysł, a dalej nie dociera do ciebie żadne z moich słów! Powodzenia w dalszym szukaniu odpowiedzi – u mnie ich nie znajdziesz! – wykrzyczała Aveera i wzbiła się w powietrze, zostawiając za sobą smugę błękitnego dymu.
Anna zauważyła, że chwilę przed dziwnym zachowaniem wiedźmy, na jej czole pojawił się czerwony okrąg. Dziewczyna nie była w stanie zrozumieć, czemu Aveera tak nagle zmieniła swoje podejście do niej. Ale to zdziwienie i tak było niewielkie w porównaniu do tego, które wymalowało się na twarzy Anny, gdy spod ziemi zaczęło wyłaniać się coś niesamowitego. Najpierw w powietrze wystrzeliły mieniące się złotem i szkarłatem kamienie, a następnie z dziury wychynęła głowa podobna do kociej, choć o znacznie bardziej trójkątnym kształcie. Srebrno-błękitne oczy wpatrywały się w Annę jak w dziwne zjawisko, a chwilę potem z pyszczka stworzenia wydobył się przeszywający uszy pisk.
Dźwięk wwiercił się wprost w umysł dziewczyny, po czym zaczął brzmieć coraz niżej i niżej, aż przekształcił się w głos podobny ludzkiemu:
- A to ci dopiero! Przybyszka! Jak ja dawno takiej nie spotkałem. Niesamowite! – nie krył zdziwienia i zachwytu stwór. – Ale gdzie się podziały moje maniery? Na imię mi Voidslav Hrgot Siódmy, pan hrgoctwa Glampum i przyszły władca okręgu Vontal. Panienka pozwoli, ucałuję rączki.
Anna stała w osłupieniu, gdy jej twarzy ukazała się okazała sylwetka Voidslava. Niemal kociej, delikatnej twarzy towarzyszyło bowiem humanoidalne ciało, jednak umięśnienie stworzenia wydawało się wręcz nieprawdopodobne i zaskakująco widoczne, pomimo zarzuconych na hrgota szat, których nie powstydziliby się średniowieczni królowie. Voidslav poruszał się z nieodpowiadającą jego gabarytom gracją i jednym susem pokonał odległość dzielącą go od Anny, po czym upadł na oba kolana, uniósł nieznacznie dłoń dziewczyny i subtelnie ją ucałował.
- Jak brzmi godność panienki? Nie chciałbym się narzucać, ale myślę, że znajomość ze mną byłaby panience bardzo na rękę.
- Anna. Na imię mi Anna - przerwała Voidslavowi, nie zwracając uwagi na to, że z jego ust miał prawdopodobnie popłynąć kolejny potok słów. Doszła też do wniosku, że nie będzie uświadamiać hrgota, że określenie „panienka” nie do końca odpowiada stanowi faktycznemu.
- Anna… Wybornie, ostatnia przybyszka, z którą miałem do czynienia, również nazywała się Anna. A może Magda? Nie przypomnę sobie – w każdym razie jakoś podobnie. Róża? Tak! To była Róża! – wykrzyczał z rozbrajającym uśmiechem na ustach, po czym mówił dalej – Jak już mówiłem, powinno bardzo panience zależeć na znajomości ze mn…
- Dlaczego pan tak sądzi? – przerwała mu dziewczyna.
- Nieczęsto zdarza się, by przybyszka w pierwszym dniu pobytu za Powłoką potrafiła odnaleźć się w otaczającym ją świecie. A ja… No cóż, jestem najlepszym przewodnikiem, na jakiego mogła panienka trafić. Jako hrgot znam zarówno całą Powierzchnię, jak i Podziemia. Nie pomogę panience jedynie w Przestworzach, ale nie wydaje mi się, żeby panienka była w stanie tam się dostać, a przynajmniej z własnej woli. Nie, na pewno nie!
Anna zaczęła się zastanawiać, jak to możliwe, że Voidslav nie potrzebuje robić przerw na wdech i że ciągłe gadanie w ogóle go nie męczy.
- Co ma pan na myśli, mówiąc „z własnej woli”?
- Ach, pytania. Przybyszki zawsze tyle pytają. Ale panienka trafiła naprawdę dobrze. Voidslav znany jest wszystkim kissańskim stworzeniom ze swojej nieskończonej cierpliwości.
- W dalszym ciągu nie odpowiedział mi pan na pytanie – przerywanie hrgotowi zaczynało podobać się Annie coraz bardziej. Dziewczyna czuła się w nowym świecie nadzwyczaj pewna siebie.
- Mówiąc „z własnej woli”, miałem na myśli to, że jest panienka idealnym celem dla wszelkich latających stworzeń, które na pewno zechciałyby porwać panienkę i zatrzymać ją w Przestworzach tylko i wyłącznie po to, by zaspokoić własną próżność – uczucie, które tak bardzo nie przystoi stworzeniom podziemnym, a już szczególnie hrgotowi. I tu dobrze panienka trafiła – jestem w stanie obronić panienkę przed każdym, ale to każdym możliwym niebezpieczeństwem czającym się w Przestworzach. Nie na darmo nazywają mnie bowiem „Niezrównanym w walce.”
Rzeczywiście – zero próżności – pomyślała Anna, zabierając w końcu dłoń z uścisku mężczyzny. Zaczęła zastanawiać się, co powinna zrobić w tej dziwnej sytuacji, w której się znalazła. Z jednej strony, znajomość z kimkolwiek mogłaby przybliżyć jej mechanizmy rządzące Kissą. Z drugiej, powierzanie swojego losu zupełnie obcej i stanowczo zbyt rozgadanej osobie nie było w jej stylu. Z trzeciej, przez jej głowę właśnie przebiegła myśl o tym, że po prostu śni. Przypomniała sobie również, że ktoś powiedział jej kiedyś, że gdy zorientuje się, że śpi, będzie w stanie niemal dowolnie kształtować otaczającą ją oniryczną rzeczywistość i że na tym właśnie polega świadome śnienie. Anna doszła do wniosku, że byłoby to bardzo ciekawe doświadczenie, postanowiła więc skupić wszystkie swoje myśli na jednym punkcie i spróbować go zmienić.
Spojrzała na drzewo, które wyglądało jej na krzyżówkę dębu i wierzby płaczącej – miało wyjątkowo gruby i wyglądający na mocny pień, było bardzo rozłożyste, a jego gałęzie były wiotkie, niemalże sięgały ziemi i kołysały się wesoło na delikatnym wietrze. W normalnym świecie wyglądałoby zapewne strasznie – samotna roślina rosnąca na pagórku oświetlonym jedynie nienaturalnym światłem Księżyca. Tutaj wydawało się raczej piękną ozdobą równie pięknego krajobrazu.
Anna kilkukrotnie, szybko zamrugała oczami, poczuła, że jej czoło robi się gorące, a dłonie zaczynają lekko drżeć. W uszach usłyszała spotęgowany szum wiatru, po czym zorientowała się, że w ciągu ułamków sekundy drzewo zmieniło się w piękny kwiat, który w fioletowym świetle wydawał się krwiście czerwony. Dziewczyna była z siebie bardzo dumna – przypomniała sobie bowiem, że nie każdy jest w stanie kształtować senny świat, a jej właśnie udało się zmienić rzeczywistość. Było to o tyle dziwne, że już dawno zaniechała podjęcia próby świadomego śnienia – gdy była nastolatką było to jej wielkie marzenie, które, jak wiele innych, nie okazało się niezbędne do życia i w związku z tym – zapomniane.
W jednej chwili poczuła się słabo. Zaczęła ciężko oddychać, czuła też, że krew krąży w jej żyłach coraz szybciej, powodując nieznośny ból głowy. Zdawało jej się, że słyszy jeszcze ciągle gadającego Voidslava, jednak tak szybko i niespodziewanie jego głos pojawił się, tak samo teraz zniknął. Nim straciła przytomność, wydawało jej się, że słyszy słowo: „tkaczka.”
Więc to był tylko sen – pomyślała Anna, podnosząc się z zimnej i wilgotnej od deszczu podłogi balkonu. – A ja wróciłam do lunatykowania…

2012/05/23

Fatal Grace

Dzień dobry wszystkim, którym chciało się tu zajrzeć pomimo monstrualnej wielkości przerwy od blogowania, którą sobie urządziłem. Nie wrzucę dziś numeru cztery, lecz piosenkę, którą napisałem po przeczytaniu piątego tomu "Miecza Prawdy", który ostatnio skutecznie wypełnia mi niemal każdą wolną chwilę, przez co moja twórczość nie ma czasu się rozwijać;) Ale że dziś książka mi się skończyła w autobusie, to czymś musiałem się zająć do końca drogi - i oto powstał "Fatal Grace", opowiadający jeden z fragmentów "Duszy ognia".

FATAL GRACE

Let go of your reason if you came so far
For now the rules do not apply
Take a step and cross the border of sanity
Stand in the center of everything
Swap the beginning with the end
To achieve your goal

Let go of your reason if you came so far
For now your mind is soul and soul - your mind
Make the balance sway, sway so strongly
As you take the left and make it right

Oh Water, can you hear me?
I whisper the words with no meaning
The order doesn't matter

Oh Air, do you see me?
I'm getting closer though I haven't moved
It doesn't matter what I do

Oh Fire, can you feel me?
Lick my skin and you'll freeze away
The sense doesn't matter

Demons! Do you fear me?
Shall I enslave you?
Or will you feed on his soul and disappear fulfilled?

I can feel the power coming back to me
I lost my sanity and I lost my dreams
I let go of my duties to get some peace
What awaits me now - is the story over?
I hope so...

2012/02/15

Czy.

Powstały w Nowy Rok utwór numer 3 (słownie: czy), czyli wyjaśnienie wszystkiego, co istotne dla opowiedzenia dalszej części historii;)

03. Demon Hunter
(DoB: 2012/01/01)

A. The Encounter

<THE VOICE:>
{Don't look back} x12

<SHE:>
Have I made it?
I can't look back
Don't wanna make an opening
Don't wanna be a defenseless prey...
Where have I got to?
Isn't it a cave?
How can I be safe in a place like this?

<HE:>
What's with your face?
Fear-stricken - your beauty's fading away
Have you seen a ghost?
A demon by chance?
You are safe here anyway

<SHE:>
Is there anyone?
Show yourself!

<HE:>
You've come to my home
How dare you scream at me?

<THE VOICE>
Can you see his face?
So pale in this light of his torch
Feline eyes shine like gold
Is it a smile on his strange-looking face?
Does he really mean no harm to you?

<SHE:>
Do I have any choice?
I've got to trust him
Or fall into this red mist...
I don't know his intentions
But I have to believe him
He is my only chance...

<THE VOICE:> {whispers}
I see I can't stop you...

<SHE:>
I apologise for my reaction
I'm confused, not sure if I'm awake
My dream turned into nightmare
But now it's even worse
I have to run from a strange phenomenon
Red mist, strong hands reaching for my head
And now... this cave...

<HE:>
Red mist, strong hands
So he's arrived too fast

<SHE:>
Who's he? You don't help a bit...
I'm still scared, don't know what to do...

B. The Story

<HE:>
Dare you believe your ears?
Listen to the truth
The world you know can fall apart
I don't wanna be bold but I'm the only hope
The red mist you've seen is an ancient creature
Craving our dreams and hopes
A dream eater, one of the Twelve
Born from the shadows of devil's wings
To devour brightness from this world
Leaving us all numb
Dreamless
Sleepless
Thoughtless
Hopeless
But has the time come?
How can this be true?

<SHE:>
The time for what?
Is it gonna be the end of the world?

<HE:>
Listen once again
I am the one that brings hope
The Hopegiver, one of the Two
You should be the other
Why don't you know?
What's happened to your father?
Hasn't he told you everything?

<SHE:>
He died when I was a child...

<HE:>
Then there is no hope for us
We are doomed, we can give in as well
If you don't know anything
We're just preys like everyone else

<SHE:>
Stop talking in riddles
I wanna know the truth!

<HE:>
Destiny wanted you to come here
Destiny wanted us to save the world
Destiny wanted you to open The Gate
Destiny wanted me to strike the final blow
What a twist of fate... our hope's turned to dust
The day your father passed away

<SHE:>
Maybe that "Destiny" wanted him to leave
There must be a way!

<HE:>
Destiny made a joke out of me

<SHE:>
Destiny doesn't exist
We guide the world with our actions
We can alter everything we want
We can bring hope with a single word
We can kill happiness with one glimpse
You know what to do - show me the way!

<HE:>
There is nothing to lose...
I'll do what I can...

C. The Agreement

<HE:>
We have little time but...
If there's any hope, we'll find it
We're safe inside this cave - see the symbols on the wall
Spell of protection written in runes
We have two days before it's too late
The attack on you was just a warning
That's what the Legend says
I'll teach you what I can, open your mind!
Do you agree?

<THE VOICE:>
Strange words... you don't understand
What is this language?
It doesn't matter anymore...
His hand on your cheek
A soft kiss, a gentle caress
One step further and you open yourself
Opened for words
Opened for meanings
Opened for love
Do you agree?

<SHE:>
The agreement's sealed
I feel strange power inside
It comes from him
I didn't want to resist
The agreement's sealed

<HE:>
The agreement's sealed
With this act of trust
The ancient knowledge
Gained in an ancient way
The agreement's sealed

<SHE&HE:>
We can open The Gate now
The quest in the Land of Nightmares
Where our enemies dwell
We cannot fail!

2012/02/14

Senna dwójka;)

Hei:) Na wstępie chciałbym podziękować Agacie za skomentowanie mojej poprzedniej notki, z tym że ten album nie bardzo jest o snach, o czym dowiecie się z dalszych piosenek. Teraz, zaprzeczając moim słowom, wrzucam "dwójkę", której początek dotyczy snu Jej ;)

02. Attack!
(DoB: 2011/12/23)

A.The Tide has Turned

<THE VOICE:>
The mountain's turned into a volcano
And you're falling down into the pit of lava
Limbs are numb
Skin is burning
Eyes are closed
Limbs are numb
Skin is burning
Eyes are closed
Only the wind... too hot
Deep into the lava pool
Colours turn to grey
The tide has turned...

On the bed in your rotting cottage
Lies your man
Ulcers on his skin
Terminal disease counts down his minutes
Three... two... one...
That horrible smell...
Three... two... one...
Vomit and spit around him
Three... two... one...
The blood all over his body
Three... two... one...
Disgusting image of a pandemic
The world drowns in grey
The tide has turned...

Now awake

B. Clouds above my Head

<SHE:>
I open my eyes
I get away from my nightmare
I can smell something strange
When I make a breath

<THE VOICE:>
What do you see?
It's just too strange to be real

<SHE:>
What is this cloud?
A red-coloured mist
And it's just above my head
Should I be afraid?
Or am I still dreaming?

<THE VOICE:>
Don't you feel you're awake?
The dream's got to its end
But this entity is too strange to be here...

<SHE:>
A while ago it was shapeless
But now the pieces make an image
Isn't it a human-being
Covered in this blood-red mist?
Isn't it approaching me?
Reaching its hands to grab me?

C. Run away!

<THE VOICE:>
Run for your life!
Run away!
Move as fast as you can - maybe you'll get away!

<SHE:>
I am scared to death
How could I run if my legs are made of stone?
Immobile...
Inane...
But these hands...
What will they do to me?
I have to get away!

<THE VOICE:>
You've broken free from these dream-tied chains
Now you can run
Don't dare look back!

W następnym poście możecie spodziewać się trzeciego utworu, w którym cała historia się wyjaśni i okaże się banalna jak wszystko, co wymyślam - obiecuję!;)

2012/02/12

Hei!!!

Dzień dobry wszystkim. Co bardziej spotrzegawczy z moich na pewno bardzo licznych czytelników (HAHAHAHA!) mogli się zorientować, że album Panentheism (a przynajmniej jego warstwa tekstowa) jest już ukończony. Myślę, że najlepszym sposobem na celebrowanie tego faktu, będzie umieszczanie utworów z kolejnego concept albumu. Powitajcie zatem "Dream Eaters" (rozpoczęty 2011/11/23) - epicką (hahaha po raz drugi) podróż Jej i Jego do krainy Pożeraczy Snów.

Oto planowana tracklista (wraz z podziałem na sekcje utworów):

1. Sleeping Tide
2. Attack! (A. The Tide has Turned / B. Clouds above my Head / C. Run Away!)
3. Demon Hunter (A. The Encounter / B. The Story / C. The Agreement)
4. Journey through the Gate
5. Inside Demonland (A. Hunt them down! / B. Wounds that will not Heal / C. Close the Gate / D.Victory?)
6. Devoid of Dreams
7. Mysterious Powers She has

Wypadałoby zaznaczyć, że napisałem już teksty do 4 pierwszych utworów, więc duża część jest już za mną. Teraz jednak pora opublikować tekst do "jedynki":

01. Sleeping Tide
(DoB: 2011/12/06)

<THE VOICE:>
Your eyelids are getting heavy
Give in, my dear
Close your eyes
Let the sleeping tide in

<SHE:>
My body's so heavy
Devoid of strength
I'm gonna rest for a while
I'll let the sleeping tide in

<THE VOICE:>
You're here on the top of a mountain
Snow's caressing your feet
The sun's shining in the sky
You hair reflects the light
The white wedding dress you wear's dancing on the wind
And he is here

No longer in the mountains
In the royal bedroom you lie beside him
The Princess and the beggar united with love
Let this dream last forever
Never leave the sleeping tide

<SHE:>
If only I could I would never leave
My sleepland is a perfect place
I live here beside my deepest dreams
I can put my fears aside
Drowning in the sleeping tide

Tak właśnie wygląda początek nowego albumu. Mam nadzieję, że będzie trochę ciekawszy od Panentheismu i może nawet doczekałby się jakiegokolwiek komentarza ze strony czytających. Byłoby miło;)

Pozdrawiam,
TeR.

2012/01/26

16

16. Welcome the New God
(DoB: 2011/12/05)

<SPIRITS:>
All the spirits
We shall rest now
Let him start the world anew
Then we'll wake up and feed...
Welcome the new god

<...>

<I:>
Who am I?
Am I a god?
Or god's creation?
Will I ever find it out?

15

15. Big Bang
(DoB: 2011/12/05)

We need a new god
We have to feed on something
All the spirits... ancient, modern...
Hungry for the grace of god
Gather round...
GATHER ROUND!

We need to combine our powers
We'll make a god anew
A supersoul can feed our needs
Let him create a world within himself
So we could get our vital energy
All the spirits of all eras
Make a god
MAKE A GOD!

14

14. The Collapse
(DoB: 2011/12/04)

<SPIRITS:>
What has he done?
Everything is falling apart
Cell after cell
Cluster after cluster
Pieces of God are scattered throughout the universe

What has he done?
He could've lived forever
But he was too weak
Just like other gods
They had all died
One by one
Era after era...

Divine blood turns colder and stops
The brain - no longer processing thoughts
Feelings - supressed under the shroud of nithingness
No movement...
No warmth...
Just cold universe around
No colours...
No sounds...
Just cold nothingness around
No planets...
No life...
And then...
COLLAPSE!

13...

13. In the Asylum / God's Decision
(DoB: 2011/12/04)

<I:>
I thought it would end up like this
They isolated me from the society
They didn't believe me when I told them
I were the eyes of God
I think I know how it ends
Master-mind, save us from our doom
We are blind and we always were
We didn't know we made you suffer...
{whispers:} have mercy...

<SPIRITS:>
Never forgive! It's not the way of God
Show them your power and your cruelty
The justice is yet to come
EYE FOR AN EYE!
Then create the world anew
And make some amends
So you will be the ultimate God
Rule forever surrounded with glory

<GOD:>
The ultimate god... a merciless tyrant
I can't see myself playing this part
I'd rather put na end to this world
I'll tear my body apart...
I don't wanna live anymore...

<SPIRITS:>
NEVER GIVE UP!
We need your power
Don't let us weaken
Don't be another god that dies
Make up your mind and live forever!

<GOD:>
The decision's been made...

2012/01/07

12

12. ... or Heaven? (God's Vision 2)
(DoB: 2011/12/04)

<GOD:>
Hear the colours as they sing their lullabies
Come on over, rest your head and close your eyes
Feed your mind with tranquility
Swim inside these tides of whiteness
Let me take your frown away
You don't need this pain

Dreams come true
Garden of Eden's opened its gates
It was made for you
Enjoy your post-life

See that sound - the angels sing
The melodies are so joyful - kaleidoscope of voices
They make you forget all that was wrong
You can focus on good memories


Dreams come true
Garden of Eden's opened its gates
It was made for you
Enjoy your post-life

Drown in flowers as they swing on the wind
With your beloved one by your side you're free
Destinies entwined, joined with divine love
You'll never be alone
You will never be alone


Dreams come true
Garden of Eden's opened its gates
It was made for you
Enjoy your post-life


Dreams come true
Garden of Eden's opened its gates
It was made for you
Enjoy your post-life