2013/10/22

Tak tiażko ciłyj tiahar tot nesty...

Raz na sto lat można coś wrzucić, zwłaszcza, że chyba w miarę ładne mi wreszcie wyszło...Tylko to natchnienie, wydaje się tak nieczyste, tak złe... (Tytuł notatki wzięty z "Litaj, ptaszko" LemONa. Gorąco polecam. Poza tym, LemON świetnie działa na wenę i bardzo silnie oddziałuje na emocje, czego się nie spodziewałem po tym, gdy ich pierwszy raz w życiu usłyszałem).

"Mroczne zakątki (Świetlana przyszłość)"
(Powstała 2013/10/06)
[Możliwe,  że jak się stworzy jeszcze kilka utworów w tym stylu, to będzie album "Krajobrazy umysłu"]


Winią Cię za pragnienie szczęścia
Przycinają skrzydła, gdy wzlecieć chcesz
Ponad przeciętność... ponad ich głowy...
Mieli być wsparciem, są kamieniem u stóp
Ich dno będzie naszym szczytem, lecz już nie bój się
Otwórz oczy, zobacz - oni płyną do góry nogami

Związana... jak mam Cię uwolnić, gdy więzy trzymasz Ty?
Mówię Ci:

"To nic złego, że wzlecieć chcesz
Ponad zły czas
Ponad niewłaściwe wybory
Chwyć mnie za dłoń, lećmy na szczyt!"

Stara miłość - wypalona
Obietnice - bez pokrycia
"Póki śmierć nas nie rozłączy" - pusty slogan

Złota obrączka zaciśnięta wokół nóżki
Spięta łańcuchem z ciasną klatką
Śpiewaj, Ptaszyno!
Niech Twój głos przemierzy świat cały

Śpiewaj mi, jak najgłośniej potrafisz:

"To nic złego, że walczyć chcesz
Uwolnić mnie
Od złudzeń, że może być lepiej
Że to wszystko samo naprawi się"

Powiedz to, bo nie wiem już, co właściwe jest
Powiedz to - dodaj nadziei i sił...

2012/07/25

Z drugiej strony życia - pseudo-opowiadanie;)


Moje życie straciło smak i w momencie, w którym to sobie uświadomiłem, rzuciłem się pod rozpędzone metro. Miałem nadzieję, że umrę. I tak właśnie się stało, choć zupełnie nie tego spodziewałem się po śmierci.
Nie wiem, jak to wyjaśnić komuś, kto wciąż żyje, ale spróbuję zacząć od samego początku, Ukochana. Najpierw jest krótkotrwały, niesamowicie oślepiający błysk w kolorze, którego nie jestem w stanie nawet opisać. W szkole wmawiali mi, że każdą barwę można uzyskać, mieszając trzy podstawowe kolory: czerwony, niebieski i żółty w odpowiednich proporcjach. Kłamali. Ten kolor był czymś niesamowitym. Ja go nie widziałem - ja go czułem, absorbowałem całą powierzchnią ciała. Był jak zorza polarna zmieszana z zauroczeniem brunetką z kręconymi włosami.
A potem... sam nie wiem. Może... spróbuj wyobrazić sobie ogromny ekran kinowy. Podziel go na setki. Nie. Nawet tysiące drobnych okienek. Ech, gdy jesteś martwy, dokładność twoich szacunków jest ci zupełnie obojętna. Liczby nie mają żadnego znaczenia. Teraz już nie. A, przepraszam, jeśli zdarzy mi się dywagować. To normalne. Chyba.
Wróćmy zatem do ekranu. W każdym z okienek widzisz coś innego, choć na początku większość pokazywała wnętrze mojego kościoła parafialnego, a potem drogę do cmentarza komunalnego, potem i samą nekropolię i grabarza zakopującego trumnę... z moim ciałem.
Paskudne uczucie - mówię Ci, Ukochana. Choć nie najgorsze, jakiego doświadczyłem po zgonie.
Gdy już wszystkie ekrany zaczynają pokazywać zupełnie co innego, dziwisz się, że nie masz problemów ze skupieniem się na poszczególnych obrazach. Nie. Za chwilę wszystko wydaje ci się oczywiste jak to, że za życia oddychasz. Oglądasz świat oczami swoich znajomych. Na początku zdaje ci się, że wszystkich ludzi, których poznałeś za czasów swojej egzystencji. Najgorsza jest jednak chwila, w której, tak jak ja, poznajesz prawdę. Ale o tym za chwilę. Może dłuższą chwilę, a może po prostu o tym zapomnę - nie wiem. Czas również nie ma żadnego znaczenia. Mam go teraz aż nadto, w przeciwieństwie do Ciebie, Ukochana. Twój jest już starannie i dokładnie policzony.
Ach, przepraszam, znów mówię od rzeczy, a nie to jest istotne. Pozwól mi, proszę, raz jeszcze wrócić do tematu. Obrazy widziane oczami znajomych to dopiero początek. Za chwilę, oczywiście nie jestem w stanie określić, jak długą, dochodzą do ciebie wszystkie dźwięki dobiegające z otoczenia. Nie. Nie Twojego otoczenia, tylko ze wszystkich miejsc, w których znajdują się ci, których zdążyłaś poznać.
Wyobrażasz sobie ten natłok dźwięków? Nie? W zasadzie, to dobrze. Bo wcale nie ma takiego uczucia. Wszystko zdaje się naturalne.
Po dźwiękach czas na uczucia i wspomnienia. To bardzo trudna chwila w nieżyciu. Czujesz każdą myśl dotyczącą siebie. Pół biedy, gdy chodzi o dobre obrazy. Te, na samym początku, wręcz ogrzewają cię od środka. Zresztą, od zewnątrz też. Ale nie jest to takie ciepło, którego możesz zaznać za życia. Nie. To jest znacznie przyjemniejsze, porównywalne jedynie do długotrwałego zakochania w rudej kobiecie o zielonych oczach. O ile ciepło można porównać do uczucia. Uwierz, gdy umrzesz, pod tym względem też jest ci wszystko jedno.
Po pewnym czasie przyjemne wspomnienia stają się niewyobrażalnie wzruszające, lecz przypominają ci, dlaczego warto było żyć i przez to budzą tęsknotę za egzystencją.
Jeżeli chodzi o złe wspomnienia i myśli to... jest znacznie gorzej. Kojarzysz, Ukochana, jak często mawiałaś, że coś wierci Ci dziurę w sercu? Nie miałaś racji. Prawdziwe wiercenie poznasz dopiero po własnej śmierci.
No i tu dobrnęliśmy do bardzo ważnej kwestii - czy po śmierci traci się ciało? Cudowne pytanie z gatunku tych filozoficznych. Odpowiem, przytaczając pewną historyjkę. Nie wiem, czy trafną. Nie wiem nawet, czy można ją nazwać „historyjką”. Szczerze w to wątpię, lecz to ocenisz sama. Podobnie jak to, czy zechcesz w nią uwierzyć..
Wyobraź sobie czasy prehistoryczne. I ludzi. O ile w ogóle zasługiwali na to miano. Ich „marna egzystencja” zamykała się w ledwie kilku czynnościach. W zasadzie, gdybyś oswoiła któregoś z nich, Ukochana, byłby prawdopodobnie świetnym, choć dość niebezpiecznym zwierzątkiem domowym.
Stworzenia te mogłyby dla Ciebie polować, gotować, a po drobnym przeszkoleniu może nawet prasować i prać. Miały spory potencjał. Fakt. Jednak był pewien, dość istotny problem. W tamtych czasach wcale nie musiały i nie czuły potrzeby, by go realizować.
Człowiek pierwotny działał wiedziony instynktem. Zero kalkulacji, czy rozsądnego myślenia. Gdy był głodny, a pod ręką nie było niczego do jedzenia, szedł coś ubić lub uzbierać. Jako stworzenie wszystkożerne, nie był zbyt wybredny. Smak też za bardzo się nie liczył. Liczyła się natomiast energia, która płynęła ze strawy.
Gdy człowiek prehistoryczny był śpiący, spał. Logiczne? Aż za bardzo. Ale popatrz na siebie, Ukochana. Ile razy zdarzyło Ci się brać coś na pobudzenie, żeby tylko zrobić coś mniej lub bardziej pilnego przed zaśnięciem? Zbyt wiele, prawda?
A teraz najważniejsze. Wyobraź sobie, że człowieka pierwotnego coś bardzo mocno zabolało. Co robił? Płakał lub krzyczał. A co robił, gdy coś go bardzo zasmuciło? Również płakał lub krzyczał.
Pewnie zastanawiasz się teraz, po co ta cała historyjka. No chyba, że jesteś bystrzejsza od dziewczyny, którą zapamiętałem. Nie obraź się, Ukochana. Nie chciałem Cię urazić, po śmierci nie zastanawiasz się, czy twoja wypowiedź jest taktowna. Po prostu mówisz.
Wniosek jest bardzo prosty. Podział człowieka na ciało i duszę, mimo że piękny, liryczny i wzniosły, jest całkowicie bezsensowny, wydumany i sztuczny. Nieważne, czy potrzeba pochodzi od jednego, czy drugiego pseudo-tworu, trzeba ją zaspokoić, by poczuć się dobrze.
Powiesz zapewne, że to moje słowa są bez sensu. W końcu tyle lat słyszałaś i przez to czułaś zupełnie co innego. A poza tym, uważasz zapewne, że to, iż potrzeby cielesne i duchowe załatwia się w inny sposób, nie zgadza się zupełnie z moją teorią.
Ja jednak spytam: „Czy każdą potrzebę cielesną zaspokajasz w ten sam sposób? I czy nie da się przypadkiem zaspokoić potrzeby duchowej poprzez ciało?” Oboje dobrze znamy odpowiedzi. Wspomnij chociażby to, co robiliśmy w naszym łóżku, by przegonić wszelkie smutki niesione przez każdy kolejny nowy dzień.
Widzisz zatem, mam nadzieję, że rację mam ja, a nie pisarze, poeci, nauczyciele, katecheci, czy kapłani. Mogę więc kontynuować swoją opowieść o życiu po śmierci. Przepraszam o „nieżyciu”.
Gdy już zaczniesz oglądać, słuchać i czuć świat za pomocą znajomych, zauważasz jedną, na początku niezbyt istotną rzecz. Powolutku, okienko za okienkiem gasną pojedyncze obrazy. Głos za głosem cichną pojedyncze dźwięki. Uczucie za uczuciem wyparowują pojedyncze emocje.
W głowie słyszysz jedynie szum, widzisz jedną, wielką, czarną plamę i czujesz pustkę emocjonalną. Nie. Wcale nie czujesz niczego - to byłoby zbyt piękne. To jest typowa pustka, znacznie gorsza od nicości.
Ukochana, wyobraź sobie, że nagle zapominają o Tobie wszyscy. Ale naprawdę wszyscy. Tak. Dosłownie. Nie masz nikogo, w kogo mogłabyś się wtulić.
Pewnym, chwilowym pocieszeniem jest to, że za chwilę obraz wraca. Ale nie w ten sposób, który Ci przed chwilą opisywałem. Nie. Wszystko wraca do normy. Oglądasz, słyszysz i czujesz świat samodzielnie.
Przed oczami stają ci budynki pamiętające czasy starożytne, ciemne zaułki sprzed stuleci, wymarłe zwierzęta, a także ludzie: Celtowie, Wikingowie, Fenicjanie, czy Babilończycy. Widzisz też powtarzające się cyklicznie wydarzenia, które mogły być ważne dla historii świata, a o których nigdy się nie dowiedziałaś.
Zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że trafiłaś do Krainy Zapomnianych - miejsca, gdzie trafiają wszystkie osoby, zwierzęta, rośliny, narzędzia, miejsca i zdarzenia, o których nikt już nie pamięta lub pamiętać nie chce.
Nie zamierzam wypytywać Cię, Ukochana, dlaczego ja tu trafiłem. Z jednego prostego powodu. Doskonale to wiem. Byłaś pierwszą osobą, która na siłę chciała pozbyć się mnie ze swego umysłu. Nawet ksiądz, który odprawiał za mnie mszę żałobną, wspominał mnie dłużej niż Ty, a widział mnie tylko podczas wizyt „po kolędzie”.
Ty natomiast zapomnienia szukałaś w ramionach kilkunastu różnych facetów. Ciekawi mnie jedynie, czy pamiętasz chociaż imiona każdego z nich. To było bardzo niemiłe z Twojej strony, Ukochana. Zwłaszcza, że zapominać mnie w ten sposób zaczęłaś jeszcze grubo przed moją śmiercią.
Zastanawiasz się teraz, czy mam Ci to za złe. Odpowiadam: „nie”. Zwłaszcza, że to dzięki Tobie doznam reinkarnacji.
Tak! Wiem, że teraz o mnie myślisz, a to oznacza dwie rzeczy. Dla mnie: powrót do Krainy Życia w zupełnie nowym ciele. Dla Ciebie, Ukochana... śmierć i nieżycie w Krainie Zapomnianych. Zapewniam Cię, że już teraz nikt nie pamięta Cię na tyle, byś utrzymała się w, bądź co bądź lepszym, Stanie Zawieszenia. Tak. Tym z tysiącami ekraników.
Tam, gdzie trafisz, każda najmniejsza cząsteczka czasu będzie Ci przypominać o tym, jak wiele straciłaś przez swoją niewierność i zło, które wypełniało Twoje serce od urodzenia aż do zgonu. I nie licz na to, że kiedykolwiek uda Ci się skontaktować z kimkolwiek żywym. Dla mnie zrobiono jedyny w historii wyjątek.
Zatem... Żegnaj, Ukochana. Wspomnij mnie kiedyś podczas swej bezsensownej tułaczki. Nie to, żeby coś Ci to miało dać, ale mnie przynajmniej raz sprawisz prawdziwą przyjemność.

Życie, NADCHODZĘ!

2012/06/16

Powłoka pre


Tej nocy nie była sobą. Głęboko w sercu czuła, że tym razem wydarzy się coś niezwykłego – zapamięta ten Dzień Wszystkich Świętych na długo… Na całe życie. Nie mogła zasnąć – słyszała najróżniejsze dźwięki, to wysokie, to niskie, nie była jednak w stanie powiedzieć, skąd one dochodzą, ani jaki instrument mógłby je z siebie wydawać. Miarka przebrała się, gdy usłyszała dźwięk katarynki swojego ojca – tak, tę melodię, tę barwę zapamiętała bardzo dobrze. Wyobraziła sobie nawet, że słyszy delikatny głos swojej matki, wtórujący melodii wydobywającej się z idealnie zachowanego, zabytkowego instrumentu tak ukochanego przez jej rodziców. Wiedziała, że tym razem nie zmruży oka, więc powoli zsunęła z siebie kołdrę.
Zegar zaczął wybijać północ. Księżyc, którego blask zwykle nieśmiało wdzierał się przez okna i drzwi jej balkonu, zdawał się świecić nienaturalnie mocno i… fioletowo?  Był to jej ukochany, głęboki fiolet, który wyglądał wręcz majestatycznie na tle kruczoczarnego, nocnego nieba.
Anna, mimo swoich 23 lat, wciąż bała się wstawać z łóżka w środku nocy, przerażona możliwością istnienia rozmaitych podłóżkowych monstrów. Tym razem jednak, zamiast bać się nowozaobserwowanego zjawiska, natychmiast zeskoczyła na podłogę i, niemalże biegnąc, zbliżyła się do balkonu.
Takiego widoku nie spodziewała się ujrzeć nigdy, nawet w najśmielszych wyobrażeniach, czy filmach. Nie była nawet pewna, czy to, co widzi, dzieje się na jawie, czy jest jedynie oniryczną wizją – jedną z tych, które tak bardzo uwielbiała. Taką, która pozwalała jej na ucieczkę od realnego świata, od wszechogarniającej ją samotności, od ludzi którzy nie potrafili dostrzec strachu i niepewności pod jej pięknym uśmiechem. I od poczucia winy, które bardzo starannie w sobie pielęgnowała od dobrych dwóch miesięcy.
Fioletowy Księżyc lśnił na niebie w towarzystwie tysięcy różnokolorowych i świecących znacznie wyraźniej niż zwykle gwiazd. Anna lekko pchnęła drzwi balkonu, które z niespotykanym oporem ustąpiły i otworzyły się. Towarzyszył temu dźwięk dartej tkaniny, co powinno zdziwić dziewczynę, jednak jej umysł był za bardzo zajęty analizowaniem tego, co widzi, by skupić się na tak nieistotnym szczególe.
Wychodząc z pomieszczenia, Anna poczuła delikatny wiatr niosący ze sobą intensywny kwiatowy zapach. Wydawało jej się, że wyczuwa w powietrzu również delikatną, alkoholową nutę, ale możliwe, że było to tylko złudzenie wywołane natłokiem różnorakich impulsów zmysłowych. Mimowolnie zamknęła oczy, delektując się cudowną wonią.
Po chwili zapomnienia, ukazał się jej obraz jeszcze dziwniejszy niż przed chwilą. Zamiast swojej niewielkiej wioski widziała budynki jakby żywcem wyjęte z wczesnego Średniowiecza – drewniane chaty przykryte jedynie słomą, studnie. W samym centrum znajdował się okrągły placyk, wokół którego zgromadzili się… ludzie? Anna przeraziła się na widok mieszkańców wioski. Ludzkim ciałom towarzyszyły głowy różnych zwierząt. Wszystkie „kobiety” ubrane były w proste, białe suknie, a na głowach nosiły długie, czarne welony. W rękach trzymały wysokie na metr drewniane krzyże o lekko wygiętej ku górze poprzeczce. Na ubrania „mężczyzn” składały się jedynie czarne przepaski biodrowe, a każdy z nich trzymał pochodnie, na czubku których dumnie płonął ogień o zmieniającym się co chwilę kolorze. W związku z tym, placyk również wydawał się zmieniać barwę, co tylko potęgowało niepokój dziewczyny.
Nagle, raptem kilka metrów nad zebranymi ludźmi przeleciało stado białych ptaków o różnokolorowych główkach. Najpierw przeleciały ptaki czerwonogłowe, następnie błękitnogłowe, po nich zielonogłowe, a na końcu stadko złożone ze zwierząt o co najmniej kilkunastu innych barwach łebków. W oddali, prawdopodobnie już poza granicami wioski, dumnie kroczył czworonożny kolos o długości co najmniej dwudziestu kilku i wysokości kilkunastu metrów i nieproporcjonalnie małej główce wieńczącej pokaźną szyję.
- Dziewczyno! Jak ty się ubrałaś? – zachrypiał kobiecy głos, całkowicie wyrywając Annę z zamyślenia. – Święto Zmarłych powinno być obchodzone z należną czcią! Gdzieś ty się uchowała?
Anna odwróciła się w kierunku staruszki, dzierżącej w ręku miotłę.
- Przepraszam – odpowiedziała dziewczyna. – Ale chyba nic z tego nie rozumiem.
- Przybyszka! – wykrzyczała kobieta bardziej do siebie. – Nie musisz przepraszać, ani tym bardziej nic z tego rozumieć.
- Dzięku…
- Jeszcze nie musisz za nic dziękować – przerwała Annie. – Nic ode mnie nie otrzymałaś.
Dziewczyna nie wiedziała już, czy w ogóle powinna się odzywać.
- Nie bój się, przybyszko. Ze mną nic ci nie grozi. Siadaj! – powiedziała staruszka, wyciągając przed siebie miotłę. Anna, wiedziona strachem, dosiadła legendarnego wehikułu wiedźm.
Gdy tylko przysiadła się do niej „czarownica”, wzbiły się w zielonkawe chmury i popędziły przed siebie. Dziewczyna chciała się dowiedzieć jak najwięcej, jednak nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa, gdyż pęd powietrza sprawiał, że nawet oddychanie wydawało się jej trudne. Staruszka prawdopodobnie cieszyła się z zaistniałej sytuacji i chłonęła ostatnie chwile ciszy. Parę minut później, obie znajdowały się już na ziemi. Zaraz po lądowaniu na wydeptanej ścieżce u podnóża pagórka, Annie zakręciło się w głowie i przed upadkiem uchroniła ją tylko błyskawiczna reakcja starszej kobiety.
- Jestem Aveera, przybyszko. Możesz mi mówić po imieniu – wyglądam na starą, ale każdy ma tyle lat, na ile się czuje. W związku z tym jestem jeszcze nastolatką – zaśmiała się kobieta, chrypiąc jeszcze bardziej niż poprzednio.
Anna uśmiechnęła się z grzeczności.
- Gdzie jestem i co tu się dzieje? – spytała dziewczyna.
- Właśnie przyleciałyśmy pod Wzgórze Wilgi i, jak widzisz, nic się nie dzieje.
- W takim razie, gdzie byłyśmy przed chwilą i co tam się działo?
- Przed chwilą byłyśmy w Oliwie i widziałaś ludzi celebrujących Święto Zmarłych.
Anna zaczęła się zastanawiać, co zrobić, by kobieta była bardziej konkretna i udzielała odpowiedzi, które pozwoliłyby jej odnaleźć się w nowej i jakże dziwnej sytuacji, jednak nie wiedziała, jak tego dokonać. Ciszę przerwała po chwili staruszka:
- Anno, czy nie obchodzisz co roku podobnego święta?
- Tak, ale nie wygląda to tak jak tutaj. W ogóle, świat wygląda zupełnie inaczej niż zwykle. Przecież Oliwa, którą znam od zawsze jest inna!
- Nie, Anno. Tak ci się tylko wydaje. Święto Zmarłych obchodzimy co roku – tak było zawsze i tak pewnie już pozostanie. Raz do roku przylatuję do Oliwy, gdyż tam właśnie najbardziej czuć atmosferę tej uroczystości.
- Czy naprawdę tak było zawsze? – spytała nieśmiało nowopoznaną wiedźmę. – Czy w poprzednich latach również się widziałyśmy? Czy o tym spotkaniu również zapomnę?
- Tak, nie i nie, Anno – odpowiedziała krótko i konkretnie Aveera.
Po odczekaniu kilku sekund, Anna zrozumiała, że wiedźma nie miała zamiaru rozwijać swojej wypowiedzi.
- W takim razie… - zaczęła niepewnie dziewczyna. – Skoro mówisz, że istniejecie od zawsze, a raz do roku zbieracie się w Oliwie, jak to możliwe, że widzę was pierwszy raz? Przecież nie przeoczyłabym takiego zgromadzenia istot, których nie spotyka się przecież codziennie. Ani fioletowego księżyca, ani tym bardziej katarynki mojego ojca.
- Otwórz umysł, Anno – zaczęła staruszka. – Bez tego na pewno nie zrozumiesz tego, co się tutaj dzieje. Nie znajdujesz się obecnie w swoim wymiarze. Słyszałaś kiedyś o światach równoległych? – zaczekała chwilę, ale widząc, ze Anna nic nie rozumie, postanowiła zacząć tłumaczenie sytuacji od samego początku.
- Oprócz świata, który w miarę dobrze znasz, istnieje jeszcze drugi wymiar, Świadome tego stworzenia nazywają go „Kissa”, w przeciwieństwie do waszego, którego nazwa brzmi „Noka”. Niestety, przez całe stulecia, ludzie z twojego wymiaru coraz bardziej oddalali się od Kissy, a z czasem zaczęli zwalczać wszelkie przejawy przenikania się światów. Kulminacyjnym momentem, jak się zapewne domyślasz, były czasy Wielkiej Inkwizycji. Wtedy to, ludzi zajmujących się badaniem obu światów zgładzano. Ba, zabijano również tych, u których choćby podejrzewano zainteresowanie drugim światem. Ale nie o to pytałaś. Na co dzień, nie jesteś w stanie dostrzec Kissy, gdyż jest oddzielona od Noki Powłoką. Sama Powłoka nie ma stałej grubości i w czasie ważnych wydarzeń, można czasem zobaczyć, co znajduje się po drugiej stronie. Dzień Zmarłych należy oczywiście do tych wydarzeń, tak jak zaćmienia Słońca, Księżyca, czy rzadkie zjawiska astrologiczne jak koniunkcja planet. Jednak nawet najcieńszą barierę można przejść tylko w szczególnych wypadkach. Myślę, że w twoim życiu musiało wydarzyć się coś naprawdę strasznego, skoro przekroczyłaś Powłokę bez odprawienia żadnego Rytuału Przejścia.
Wiedźma przerwała na chwilę, by sprawdzić, czy choć część informacji jest zrozumiała dla przybyszki, po czym dodała:
- Pamiętaj, że to co tutaj widzisz, może na zawsze odmienić twoje postrzeganie świata, może również dokonać nieodwracalnych zmian w twojej psychice. Zastanów się, czy nie wolałabyś natychmiast wrócić do Noki, bo z każdą chwilą spędzoną tutaj, twoje szanse na udany powrót zmniejszają się.
Anna od pewnego czasu nie była w stanie powiedzieć ani słowa. Teraz zaczęła zastanawiać się nad znaczeniem słowa „udany” w kontekście jej powrotu do domu i spytała:
- A jak wygląda nieudany powrót?
- Anno, czy ty w ogóle słuchasz? Miałaś otworzyć umysł, a dalej nie dociera do ciebie żadne z moich słów! Powodzenia w dalszym szukaniu odpowiedzi – u mnie ich nie znajdziesz! – wykrzyczała Aveera i wzbiła się w powietrze, zostawiając za sobą smugę błękitnego dymu.
Anna zauważyła, że chwilę przed dziwnym zachowaniem wiedźmy, na jej czole pojawił się czerwony okrąg. Dziewczyna nie była w stanie zrozumieć, czemu Aveera tak nagle zmieniła swoje podejście do niej. Ale to zdziwienie i tak było niewielkie w porównaniu do tego, które wymalowało się na twarzy Anny, gdy spod ziemi zaczęło wyłaniać się coś niesamowitego. Najpierw w powietrze wystrzeliły mieniące się złotem i szkarłatem kamienie, a następnie z dziury wychynęła głowa podobna do kociej, choć o znacznie bardziej trójkątnym kształcie. Srebrno-błękitne oczy wpatrywały się w Annę jak w dziwne zjawisko, a chwilę potem z pyszczka stworzenia wydobył się przeszywający uszy pisk.
Dźwięk wwiercił się wprost w umysł dziewczyny, po czym zaczął brzmieć coraz niżej i niżej, aż przekształcił się w głos podobny ludzkiemu:
- A to ci dopiero! Przybyszka! Jak ja dawno takiej nie spotkałem. Niesamowite! – nie krył zdziwienia i zachwytu stwór. – Ale gdzie się podziały moje maniery? Na imię mi Voidslav Hrgot Siódmy, pan hrgoctwa Glampum i przyszły władca okręgu Vontal. Panienka pozwoli, ucałuję rączki.
Anna stała w osłupieniu, gdy jej twarzy ukazała się okazała sylwetka Voidslava. Niemal kociej, delikatnej twarzy towarzyszyło bowiem humanoidalne ciało, jednak umięśnienie stworzenia wydawało się wręcz nieprawdopodobne i zaskakująco widoczne, pomimo zarzuconych na hrgota szat, których nie powstydziliby się średniowieczni królowie. Voidslav poruszał się z nieodpowiadającą jego gabarytom gracją i jednym susem pokonał odległość dzielącą go od Anny, po czym upadł na oba kolana, uniósł nieznacznie dłoń dziewczyny i subtelnie ją ucałował.
- Jak brzmi godność panienki? Nie chciałbym się narzucać, ale myślę, że znajomość ze mną byłaby panience bardzo na rękę.
- Anna. Na imię mi Anna - przerwała Voidslavowi, nie zwracając uwagi na to, że z jego ust miał prawdopodobnie popłynąć kolejny potok słów. Doszła też do wniosku, że nie będzie uświadamiać hrgota, że określenie „panienka” nie do końca odpowiada stanowi faktycznemu.
- Anna… Wybornie, ostatnia przybyszka, z którą miałem do czynienia, również nazywała się Anna. A może Magda? Nie przypomnę sobie – w każdym razie jakoś podobnie. Róża? Tak! To była Róża! – wykrzyczał z rozbrajającym uśmiechem na ustach, po czym mówił dalej – Jak już mówiłem, powinno bardzo panience zależeć na znajomości ze mn…
- Dlaczego pan tak sądzi? – przerwała mu dziewczyna.
- Nieczęsto zdarza się, by przybyszka w pierwszym dniu pobytu za Powłoką potrafiła odnaleźć się w otaczającym ją świecie. A ja… No cóż, jestem najlepszym przewodnikiem, na jakiego mogła panienka trafić. Jako hrgot znam zarówno całą Powierzchnię, jak i Podziemia. Nie pomogę panience jedynie w Przestworzach, ale nie wydaje mi się, żeby panienka była w stanie tam się dostać, a przynajmniej z własnej woli. Nie, na pewno nie!
Anna zaczęła się zastanawiać, jak to możliwe, że Voidslav nie potrzebuje robić przerw na wdech i że ciągłe gadanie w ogóle go nie męczy.
- Co ma pan na myśli, mówiąc „z własnej woli”?
- Ach, pytania. Przybyszki zawsze tyle pytają. Ale panienka trafiła naprawdę dobrze. Voidslav znany jest wszystkim kissańskim stworzeniom ze swojej nieskończonej cierpliwości.
- W dalszym ciągu nie odpowiedział mi pan na pytanie – przerywanie hrgotowi zaczynało podobać się Annie coraz bardziej. Dziewczyna czuła się w nowym świecie nadzwyczaj pewna siebie.
- Mówiąc „z własnej woli”, miałem na myśli to, że jest panienka idealnym celem dla wszelkich latających stworzeń, które na pewno zechciałyby porwać panienkę i zatrzymać ją w Przestworzach tylko i wyłącznie po to, by zaspokoić własną próżność – uczucie, które tak bardzo nie przystoi stworzeniom podziemnym, a już szczególnie hrgotowi. I tu dobrze panienka trafiła – jestem w stanie obronić panienkę przed każdym, ale to każdym możliwym niebezpieczeństwem czającym się w Przestworzach. Nie na darmo nazywają mnie bowiem „Niezrównanym w walce.”
Rzeczywiście – zero próżności – pomyślała Anna, zabierając w końcu dłoń z uścisku mężczyzny. Zaczęła zastanawiać się, co powinna zrobić w tej dziwnej sytuacji, w której się znalazła. Z jednej strony, znajomość z kimkolwiek mogłaby przybliżyć jej mechanizmy rządzące Kissą. Z drugiej, powierzanie swojego losu zupełnie obcej i stanowczo zbyt rozgadanej osobie nie było w jej stylu. Z trzeciej, przez jej głowę właśnie przebiegła myśl o tym, że po prostu śni. Przypomniała sobie również, że ktoś powiedział jej kiedyś, że gdy zorientuje się, że śpi, będzie w stanie niemal dowolnie kształtować otaczającą ją oniryczną rzeczywistość i że na tym właśnie polega świadome śnienie. Anna doszła do wniosku, że byłoby to bardzo ciekawe doświadczenie, postanowiła więc skupić wszystkie swoje myśli na jednym punkcie i spróbować go zmienić.
Spojrzała na drzewo, które wyglądało jej na krzyżówkę dębu i wierzby płaczącej – miało wyjątkowo gruby i wyglądający na mocny pień, było bardzo rozłożyste, a jego gałęzie były wiotkie, niemalże sięgały ziemi i kołysały się wesoło na delikatnym wietrze. W normalnym świecie wyglądałoby zapewne strasznie – samotna roślina rosnąca na pagórku oświetlonym jedynie nienaturalnym światłem Księżyca. Tutaj wydawało się raczej piękną ozdobą równie pięknego krajobrazu.
Anna kilkukrotnie, szybko zamrugała oczami, poczuła, że jej czoło robi się gorące, a dłonie zaczynają lekko drżeć. W uszach usłyszała spotęgowany szum wiatru, po czym zorientowała się, że w ciągu ułamków sekundy drzewo zmieniło się w piękny kwiat, który w fioletowym świetle wydawał się krwiście czerwony. Dziewczyna była z siebie bardzo dumna – przypomniała sobie bowiem, że nie każdy jest w stanie kształtować senny świat, a jej właśnie udało się zmienić rzeczywistość. Było to o tyle dziwne, że już dawno zaniechała podjęcia próby świadomego śnienia – gdy była nastolatką było to jej wielkie marzenie, które, jak wiele innych, nie okazało się niezbędne do życia i w związku z tym – zapomniane.
W jednej chwili poczuła się słabo. Zaczęła ciężko oddychać, czuła też, że krew krąży w jej żyłach coraz szybciej, powodując nieznośny ból głowy. Zdawało jej się, że słyszy jeszcze ciągle gadającego Voidslava, jednak tak szybko i niespodziewanie jego głos pojawił się, tak samo teraz zniknął. Nim straciła przytomność, wydawało jej się, że słyszy słowo: „tkaczka.”
Więc to był tylko sen – pomyślała Anna, podnosząc się z zimnej i wilgotnej od deszczu podłogi balkonu. – A ja wróciłam do lunatykowania…

2012/05/23

Fatal Grace

Dzień dobry wszystkim, którym chciało się tu zajrzeć pomimo monstrualnej wielkości przerwy od blogowania, którą sobie urządziłem. Nie wrzucę dziś numeru cztery, lecz piosenkę, którą napisałem po przeczytaniu piątego tomu "Miecza Prawdy", który ostatnio skutecznie wypełnia mi niemal każdą wolną chwilę, przez co moja twórczość nie ma czasu się rozwijać;) Ale że dziś książka mi się skończyła w autobusie, to czymś musiałem się zająć do końca drogi - i oto powstał "Fatal Grace", opowiadający jeden z fragmentów "Duszy ognia".

FATAL GRACE

Let go of your reason if you came so far
For now the rules do not apply
Take a step and cross the border of sanity
Stand in the center of everything
Swap the beginning with the end
To achieve your goal

Let go of your reason if you came so far
For now your mind is soul and soul - your mind
Make the balance sway, sway so strongly
As you take the left and make it right

Oh Water, can you hear me?
I whisper the words with no meaning
The order doesn't matter

Oh Air, do you see me?
I'm getting closer though I haven't moved
It doesn't matter what I do

Oh Fire, can you feel me?
Lick my skin and you'll freeze away
The sense doesn't matter

Demons! Do you fear me?
Shall I enslave you?
Or will you feed on his soul and disappear fulfilled?

I can feel the power coming back to me
I lost my sanity and I lost my dreams
I let go of my duties to get some peace
What awaits me now - is the story over?
I hope so...

2012/02/15

Czy.

Powstały w Nowy Rok utwór numer 3 (słownie: czy), czyli wyjaśnienie wszystkiego, co istotne dla opowiedzenia dalszej części historii;)

03. Demon Hunter
(DoB: 2012/01/01)

A. The Encounter

<THE VOICE:>
{Don't look back} x12

<SHE:>
Have I made it?
I can't look back
Don't wanna make an opening
Don't wanna be a defenseless prey...
Where have I got to?
Isn't it a cave?
How can I be safe in a place like this?

<HE:>
What's with your face?
Fear-stricken - your beauty's fading away
Have you seen a ghost?
A demon by chance?
You are safe here anyway

<SHE:>
Is there anyone?
Show yourself!

<HE:>
You've come to my home
How dare you scream at me?

<THE VOICE>
Can you see his face?
So pale in this light of his torch
Feline eyes shine like gold
Is it a smile on his strange-looking face?
Does he really mean no harm to you?

<SHE:>
Do I have any choice?
I've got to trust him
Or fall into this red mist...
I don't know his intentions
But I have to believe him
He is my only chance...

<THE VOICE:> {whispers}
I see I can't stop you...

<SHE:>
I apologise for my reaction
I'm confused, not sure if I'm awake
My dream turned into nightmare
But now it's even worse
I have to run from a strange phenomenon
Red mist, strong hands reaching for my head
And now... this cave...

<HE:>
Red mist, strong hands
So he's arrived too fast

<SHE:>
Who's he? You don't help a bit...
I'm still scared, don't know what to do...

B. The Story

<HE:>
Dare you believe your ears?
Listen to the truth
The world you know can fall apart
I don't wanna be bold but I'm the only hope
The red mist you've seen is an ancient creature
Craving our dreams and hopes
A dream eater, one of the Twelve
Born from the shadows of devil's wings
To devour brightness from this world
Leaving us all numb
Dreamless
Sleepless
Thoughtless
Hopeless
But has the time come?
How can this be true?

<SHE:>
The time for what?
Is it gonna be the end of the world?

<HE:>
Listen once again
I am the one that brings hope
The Hopegiver, one of the Two
You should be the other
Why don't you know?
What's happened to your father?
Hasn't he told you everything?

<SHE:>
He died when I was a child...

<HE:>
Then there is no hope for us
We are doomed, we can give in as well
If you don't know anything
We're just preys like everyone else

<SHE:>
Stop talking in riddles
I wanna know the truth!

<HE:>
Destiny wanted you to come here
Destiny wanted us to save the world
Destiny wanted you to open The Gate
Destiny wanted me to strike the final blow
What a twist of fate... our hope's turned to dust
The day your father passed away

<SHE:>
Maybe that "Destiny" wanted him to leave
There must be a way!

<HE:>
Destiny made a joke out of me

<SHE:>
Destiny doesn't exist
We guide the world with our actions
We can alter everything we want
We can bring hope with a single word
We can kill happiness with one glimpse
You know what to do - show me the way!

<HE:>
There is nothing to lose...
I'll do what I can...

C. The Agreement

<HE:>
We have little time but...
If there's any hope, we'll find it
We're safe inside this cave - see the symbols on the wall
Spell of protection written in runes
We have two days before it's too late
The attack on you was just a warning
That's what the Legend says
I'll teach you what I can, open your mind!
Do you agree?

<THE VOICE:>
Strange words... you don't understand
What is this language?
It doesn't matter anymore...
His hand on your cheek
A soft kiss, a gentle caress
One step further and you open yourself
Opened for words
Opened for meanings
Opened for love
Do you agree?

<SHE:>
The agreement's sealed
I feel strange power inside
It comes from him
I didn't want to resist
The agreement's sealed

<HE:>
The agreement's sealed
With this act of trust
The ancient knowledge
Gained in an ancient way
The agreement's sealed

<SHE&HE:>
We can open The Gate now
The quest in the Land of Nightmares
Where our enemies dwell
We cannot fail!

2012/02/14

Senna dwójka;)

Hei:) Na wstępie chciałbym podziękować Agacie za skomentowanie mojej poprzedniej notki, z tym że ten album nie bardzo jest o snach, o czym dowiecie się z dalszych piosenek. Teraz, zaprzeczając moim słowom, wrzucam "dwójkę", której początek dotyczy snu Jej ;)

02. Attack!
(DoB: 2011/12/23)

A.The Tide has Turned

<THE VOICE:>
The mountain's turned into a volcano
And you're falling down into the pit of lava
Limbs are numb
Skin is burning
Eyes are closed
Limbs are numb
Skin is burning
Eyes are closed
Only the wind... too hot
Deep into the lava pool
Colours turn to grey
The tide has turned...

On the bed in your rotting cottage
Lies your man
Ulcers on his skin
Terminal disease counts down his minutes
Three... two... one...
That horrible smell...
Three... two... one...
Vomit and spit around him
Three... two... one...
The blood all over his body
Three... two... one...
Disgusting image of a pandemic
The world drowns in grey
The tide has turned...

Now awake

B. Clouds above my Head

<SHE:>
I open my eyes
I get away from my nightmare
I can smell something strange
When I make a breath

<THE VOICE:>
What do you see?
It's just too strange to be real

<SHE:>
What is this cloud?
A red-coloured mist
And it's just above my head
Should I be afraid?
Or am I still dreaming?

<THE VOICE:>
Don't you feel you're awake?
The dream's got to its end
But this entity is too strange to be here...

<SHE:>
A while ago it was shapeless
But now the pieces make an image
Isn't it a human-being
Covered in this blood-red mist?
Isn't it approaching me?
Reaching its hands to grab me?

C. Run away!

<THE VOICE:>
Run for your life!
Run away!
Move as fast as you can - maybe you'll get away!

<SHE:>
I am scared to death
How could I run if my legs are made of stone?
Immobile...
Inane...
But these hands...
What will they do to me?
I have to get away!

<THE VOICE:>
You've broken free from these dream-tied chains
Now you can run
Don't dare look back!

W następnym poście możecie spodziewać się trzeciego utworu, w którym cała historia się wyjaśni i okaże się banalna jak wszystko, co wymyślam - obiecuję!;)

2012/02/12

Hei!!!

Dzień dobry wszystkim. Co bardziej spotrzegawczy z moich na pewno bardzo licznych czytelników (HAHAHAHA!) mogli się zorientować, że album Panentheism (a przynajmniej jego warstwa tekstowa) jest już ukończony. Myślę, że najlepszym sposobem na celebrowanie tego faktu, będzie umieszczanie utworów z kolejnego concept albumu. Powitajcie zatem "Dream Eaters" (rozpoczęty 2011/11/23) - epicką (hahaha po raz drugi) podróż Jej i Jego do krainy Pożeraczy Snów.

Oto planowana tracklista (wraz z podziałem na sekcje utworów):

1. Sleeping Tide
2. Attack! (A. The Tide has Turned / B. Clouds above my Head / C. Run Away!)
3. Demon Hunter (A. The Encounter / B. The Story / C. The Agreement)
4. Journey through the Gate
5. Inside Demonland (A. Hunt them down! / B. Wounds that will not Heal / C. Close the Gate / D.Victory?)
6. Devoid of Dreams
7. Mysterious Powers She has

Wypadałoby zaznaczyć, że napisałem już teksty do 4 pierwszych utworów, więc duża część jest już za mną. Teraz jednak pora opublikować tekst do "jedynki":

01. Sleeping Tide
(DoB: 2011/12/06)

<THE VOICE:>
Your eyelids are getting heavy
Give in, my dear
Close your eyes
Let the sleeping tide in

<SHE:>
My body's so heavy
Devoid of strength
I'm gonna rest for a while
I'll let the sleeping tide in

<THE VOICE:>
You're here on the top of a mountain
Snow's caressing your feet
The sun's shining in the sky
You hair reflects the light
The white wedding dress you wear's dancing on the wind
And he is here

No longer in the mountains
In the royal bedroom you lie beside him
The Princess and the beggar united with love
Let this dream last forever
Never leave the sleeping tide

<SHE:>
If only I could I would never leave
My sleepland is a perfect place
I live here beside my deepest dreams
I can put my fears aside
Drowning in the sleeping tide

Tak właśnie wygląda początek nowego albumu. Mam nadzieję, że będzie trochę ciekawszy od Panentheismu i może nawet doczekałby się jakiegokolwiek komentarza ze strony czytających. Byłoby miło;)

Pozdrawiam,
TeR.

2012/01/26

16

16. Welcome the New God
(DoB: 2011/12/05)

<SPIRITS:>
All the spirits
We shall rest now
Let him start the world anew
Then we'll wake up and feed...
Welcome the new god

<...>

<I:>
Who am I?
Am I a god?
Or god's creation?
Will I ever find it out?

15

15. Big Bang
(DoB: 2011/12/05)

We need a new god
We have to feed on something
All the spirits... ancient, modern...
Hungry for the grace of god
Gather round...
GATHER ROUND!

We need to combine our powers
We'll make a god anew
A supersoul can feed our needs
Let him create a world within himself
So we could get our vital energy
All the spirits of all eras
Make a god
MAKE A GOD!

14

14. The Collapse
(DoB: 2011/12/04)

<SPIRITS:>
What has he done?
Everything is falling apart
Cell after cell
Cluster after cluster
Pieces of God are scattered throughout the universe

What has he done?
He could've lived forever
But he was too weak
Just like other gods
They had all died
One by one
Era after era...

Divine blood turns colder and stops
The brain - no longer processing thoughts
Feelings - supressed under the shroud of nithingness
No movement...
No warmth...
Just cold universe around
No colours...
No sounds...
Just cold nothingness around
No planets...
No life...
And then...
COLLAPSE!

13...

13. In the Asylum / God's Decision
(DoB: 2011/12/04)

<I:>
I thought it would end up like this
They isolated me from the society
They didn't believe me when I told them
I were the eyes of God
I think I know how it ends
Master-mind, save us from our doom
We are blind and we always were
We didn't know we made you suffer...
{whispers:} have mercy...

<SPIRITS:>
Never forgive! It's not the way of God
Show them your power and your cruelty
The justice is yet to come
EYE FOR AN EYE!
Then create the world anew
And make some amends
So you will be the ultimate God
Rule forever surrounded with glory

<GOD:>
The ultimate god... a merciless tyrant
I can't see myself playing this part
I'd rather put na end to this world
I'll tear my body apart...
I don't wanna live anymore...

<SPIRITS:>
NEVER GIVE UP!
We need your power
Don't let us weaken
Don't be another god that dies
Make up your mind and live forever!

<GOD:>
The decision's been made...

2012/01/07

12

12. ... or Heaven? (God's Vision 2)
(DoB: 2011/12/04)

<GOD:>
Hear the colours as they sing their lullabies
Come on over, rest your head and close your eyes
Feed your mind with tranquility
Swim inside these tides of whiteness
Let me take your frown away
You don't need this pain

Dreams come true
Garden of Eden's opened its gates
It was made for you
Enjoy your post-life

See that sound - the angels sing
The melodies are so joyful - kaleidoscope of voices
They make you forget all that was wrong
You can focus on good memories


Dreams come true
Garden of Eden's opened its gates
It was made for you
Enjoy your post-life

Drown in flowers as they swing on the wind
With your beloved one by your side you're free
Destinies entwined, joined with divine love
You'll never be alone
You will never be alone


Dreams come true
Garden of Eden's opened its gates
It was made for you
Enjoy your post-life


Dreams come true
Garden of Eden's opened its gates
It was made for you
Enjoy your post-life

2011/12/22

Eleven

11. Inferno... (God's Vision 1)
(DoB: 2011/11/22)

<GOD:>
The flames are rising high
The heat's making it hard to breathe
People on the gallows
Hanging in the air
Waiting for their last breath
Then risen, just to hang again
They didn't understand so they'll hurt
Wounds on their necks will remind them forever
What they did...
How I felt...
They will taste my revenge!
THEY WILL PAY!

They scream in pain as my ravens eat their eyes
It's not over yet...
They cry with blood and it salts from the sky
But it's not over yet...
The acid slowly melts their skin, muscles and bones
And it's not over yet...
IT'S NOT OVER YET!

Soon they'll regain their physical forms
To experience this pain again and again
Every time I'll sharpen their senses
They'll be hurting more and more
They will know how I felt
THEY WILL GET TO KNOW MY HELL!

I will give them hope
Give them someone to love
They'll be full of joy
FOR A SINGLE MOMENT!
Then I'll leave them on their own
I'll take away from them everything they need
THEY WILL KNOW HOW I FELT!

2011/12/13

10

10. Why don't we See?
(DoB: 2011/11/22)

<I:>
So my friend, you've had this dream as well
Such a strange vision and it's been shared
It's hard to believe though your words sound true
Don't you think it's a message from above?
We have to change our ways
Or this nightmare comes true

<SHE:>
It's so silly of you, my dear
We think the same thus we dream the same
We talk so much together
So our dreams are not that strange
You need to sleep on it

<I+SPIRITS:>
Another dream
Another nightmare
IT'S A MESSAGE!
Why don't we see?
Another vision
Another illusion
IT'S A MESSAGE!
Why don't we see?

<SHE:>
Can't you see you're losing your mind?
You think of your strange god too much
You said everything was god
So why would he hurt himself?
It doesn't make any sense
You need to sleep on it

<I+SPIRITS:>

Another dream
Another nightmare
IT'S A MESSAGE!
Why don't we see?
Another vision
Another illusion
IT'S A MESSAGE!
Why don't we see?

<GOD:>
Why don't you see?

2011/12/06

Dziewięć z rozpędu;)

To chyba będzie mój ulubiony utwór z tego albumu - tak jak "szóstka" na Urban Isolation;)

09. Such a Strange Weather
(DoB: 2011/11/22)

<I:>
Behold!
The sky's turned purple
The clouds are cyan
I can see the windstreams coloured blue
They hit the river...
Water's turning green
Such a strange weather...
Or is it just a dream?
A nightmare I have never had before...

<GOD:>
Behold!
What have I done?
I feel sick from this evil
Evil received and evil returned
Divine intervention in its cruellest form
Have I lost my mind?
Actions...
Reactions...
Apocalypse?

<SPIRITS:>
Behold!
Now they will obey
Without free will they are your servants
Now turn off their perception, turn off their brains
They'll become puppets, the strings in your hands

<I:>
The sun is red and the clouds are gone
A powerful earthquake's started...
Why can't I run?
Why can't I hide?
Why can't I move?
Is it apocalypse?
Am I made just to watch?
The people around me...
Standing still with fear shaping their faces
Out of the blue appears the rain...
Burning my skin, closing my eyes...
I'm falling to the ground...

<GOD:>
NO!
There must be a way to turn back time
I'll erase their memories
They'll forget this day
Without free will people are nothing
The creation... incomplete...
My work... hopeless...
God... not needed...

<SPIRITS:>
NO!
LOOK WHAT YOU HAVE DONE!

<I:>
Such a strange dream...
I felt it was real
Such a strange weather...
Phenomena never witnessed before...
Such a strange feeling...
I was so numb
Made of stone
Such a strange dream...

Ósemeczka

08. Killing in the Name of God
(DoB: 2011/11/14)

<GOD:>
I hear them whispering my names as they die...
I hear them screaming my names when they kill...
It's been like this for generations, for centuries
Will they ever stop?
They build me the altars just to stain them with blood
They need me to justify the bloodshed

<SPIRITS:>
YOU ARE TO BLAME!
You gave them free will
What a joke - single cells with their own brains
You should have known they'd be out of control
ENSLAVE THEM!
Feel good once again

<GOD:>
Oh, how I need to ease the pain...
But is it alright to enslave the whole species?

<SPIRITS:>
Never forget you've got the power
Never forget you rule the universe!
Never let your creation raise against you
Never let them kill in your name!
NEVER LET THEM KILL IN YOUR NAME!

<...>

<I:>
There's something strange inside my head...
Where do we go?
What am I doing?
Are therse hands... really mine?

seitsemän siedem seven

Dziś dostałem część ubioru służbowego (i mnóstwo innych ciekawych rzeczy, jak mydło, termos, herbata, cukier itp.). A ta informacja to tylko pretekst do wrzucenia numeru 7;)

07. Fucking Spree (Dystopia)
(DoB:2011/11/11)

<GOD:>
What was that?
Like a voice in my head...
Awaken from my dream I'm not feeling well
So lost in reality I can't find my peace
My blood runs too fast
The pressure's too high...

<I:>
Welcome to our Dystopia
Welcome and put emotions aside
You won't need them anymore
Welcome to the fucking spree!

<SPIRITS:>
SILENCE!
Enjoy your stay
Absorb this atmosphere of joy
You don't need to worry
Drown in this world of love

<I:>

Welcome to our Dystopia
Welcome and put emotions aside
You won't need them anymore
Welcome to the fucking spree!

We don't make love - we just fuck
It's not the connection - it's pure lust
You don't need your personality - succumb to the fire
Enjoy your stay and never ask 'why?'
Or you'll stay on your own
On this path surrounded by the night...

{whispers:} like i do...

2011/12/05

kuusi sześć six

Skończyłem pisać teksty na Panentheism! Myślałem, że mi się to nie uda, ale jednak;) W związku z tym, postaram się je jak najszybciej tutaj opublikować. Zaczynam od numeru 6.

06. Internet Plague
(DoB:2011/11/11)

<I:>
I don't need an alter ego in a non-existing world
A constant stream of 0's and 1's
Don't need this life - it's not worth my time

<GOD:>
Fiery wounds on my skin
This pain's messing with my mind
These dreams... so real... so intense...
Like a holographic universe
Somehow I need this escape
It's my addiction - like a drug
Reality and fantasy coexist in a natural way...

<I:> {fading out}
This is what they want you to believe in
God, open your eyes!

<SPIRITS:> {fading in}
SHUT YOUR MOUTH!
YOU'RE JUST ANOTHER PREY IN THE CHAIN!
DON'T MESS WITH US OR YOU WILL PAY!
GOD'S AN ANCIENT - HE WON'T UNDERSTAND YOU!
RETURN TO YOUR DIGITAL SLEEP!

<I:>
Now that I opened my eyes?
You must be dreaming

I don't need an alter ego in a non-existing world
A constant stream of 0's and 1's
It's fucking up my mind
I DON'T NEED THIS LIFE!

I'll help my god...
I'll help... myself?

<GOD:>
Fiery wounds on my skin
Disappear when I dream...

<I:>
OPEN YOUR EYES!
IT"S ALL A LIE!

<SPIRITS:> {whisper}
close your eyes and fantasise
it's you who shapes the world

<GOD:>
This pain's slowly fading away
Always when I connect

<I:>
BREAK DOWN THE CONNECTION!
FREE YOUR DIVINE MIND!

<SPIRITS:> {whisper}
close your eyes, connect to the stream
drown in this beautiful world
never ever wake up

<GOD:>
These dreams... so real... so intense...
Slowly soothing the pain
Reality and fantasy

<I:>
IT"S ALL A FANTASY!
<GOD:>
Reality and fantasy
<I:>
IT'S ALL A LIE!
<GOD:>
Reality and fantasy

<SPIRITS:> {till the end}
Fantasise

<I:>
OPEN YOUR EYES!
SEE THROUGH THIS DISGUISE!
You're in terrible danger
And we're in need of god
Our fate's in your hands
And you open your fist
Thus we fall into the digital abyss
Unprotected...
Unaware...
Hypnotised by its scent
Hypnotised by the sight

WASH THE BLOOD FROM YOUR SKIN!
RAISE US UP!
You did it before
You can do it again...
{whispers:} just... open... your... eyes...

2011/12/03

dream/reality clash

czy to był sen? niestety tak... był dokładnie taki, jak moje marzenie... piękne... doskonałe... nie do spełnienia... podeszła do mnie... chciała przekazać coś ważnego... coś, co ukrywała przede mną od dawna... a ja nawet nie śmiałem się domyślać... "to nie mogło się udać"... tak myślałem...

czy to był sen? łzy zamiast słów... potok tuszu do rzęs... niedoskonale perfekcyjna... objęła mnie delikatnie... na plecach zimno ściany... od niej biło nienaturalne ciepło...

czy to był sen? nie powiedziała nic... zbliżyła głowę do mej głowy... usta do ust... to uczucie... równie piękne, co zapomniane... czy to na pewno sen? nigdy przedtem... senne szczęście na jawie...

czy to był sen? "też Ci coś powiem"... spacer w parku... krople deszczu... radość wprost z chmur... pocałunki zroszonych warg... miłość kwitnąca...

czy to był sen? dźwięk budzika... koniec marzeń... ciężka... szara zasłona rzeczywistości... po co tu jestem? co mam do zyskania? i co mogę stracić?

czemu to był tylko sen?

2011/11/13

Jednokierunkowa...

Witajcie. To, co ostatnio dzieje się w moim małym kocim móżdżku, jest okropne. Niby wszystko jest dobrze (momentami nawet bardzo) - udaje mi się spotykać z najbliższymi mi osobami i podczas tych spotkań czuję się cudownie; mam super pracę, o której zawsze marzyłem i która okazała się wcale nie gorsza niż moje wcześniejsze wyobrażenia na jej temat; od kilku dni cieszę się również powrotem mojej weny i piszę piosenkę za piosenką; dziś (być może to zbawienne działanie kotów na bolące mięśnie - cała noc w towarzystwie Melody) obudziłem się bez bólu nogi, który dręczył mnie od dobrych dwóch tygodni. Podsumowując, powinienem się czuć wniebowzięty... Ale po kolei:

Długi weekend był piękny. W piątek od rana (no może nie było to do końca rano, ale zważywszy, że wróciłem do domu koło 2.30 i przez dobre pół godziny nie mogłem zasnąć, można wybaczyć mi to określenie) widziałem się z Ewą. Pojechaliśmy na Nowy Świat, gdyż znajduje się tam coffeeheaven, z którego w wygodny i dość szybki sposób można było pójść do Łazienek, które były głównym punktem programu. Ewa bardzo chciała zrobić zdjęcia jesieni, a ja tak stęskniłem się za spacerami po parkach, że nie można było nie wykorzystać tej okazji. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć (które wyszły ładniej niż park wyglądał w rzeczywistości), pochodziliśmy sobie i wpadliśmy na pomysł, by uwiecznianie naszych cieni w różnych miejscach stało się naszą nową, świecką tradycją. Zgodnie z nią, nasza kolekcja to już trzy piękne cieniste fotki. Po spacerze (a moment skończenia go wybraliśmy wręcz idealnie - przed samymi bezsensownymi zamieszkami w stolicy), pojechaliśmy do Ewy, gdzie zaczęliśmy oglądać razem Bleacha (znaczy ja zacząłem, bo dla Ewy to nic nowego). Anime jest po prostu świetne (a już zwłaszcza Orihime;) ), aż chce się je oglądać bez końca (obejrzeliśmy bodajże 14 odcinków) i już wstępnie umówiliśmy się na kolejny bleachowy maratonik;)

Wczoraj były imieniny mojej mamy. Przed zjechaniem się gości chciałem wstawić na bloga naprawdę ogromną notkę, jednak najpierw usunąłem ogromną większość tego, co napisałem [z przyczyn, których nie zdradzę], a następnie (ze względu na przyjazd gości) zrezygnowałem z publikacji. Powiem tylko, że miała to być jedna z najbardziej pesymistycznych notek, jakie kiedykolwiek stworzyłem (a trochę ich było, uwierzcie).  Na szczęście, w trakcie imprezy napiłem się wystarczająco dużo whiskey (a potem whisky), by mój humor znacząco się poprawił (kosztem wysokości lotów moich żartów, ale to nieważne), a potem było jeszcze lepiej.

Wieczorem byłem bowiem umówiony z Agatą i Maćkiem na całonocne spotkanie. Zaczęło się od tego, że wszedłem do mieszkania i w tym samym momencie uświadomiłem sobie, że miałem po drodze wstąpić do empiku i kupić grę planszową "Magia i Miecz". Jaka była reakcja Maćka, gdy o tym powiedziałem? Pewnie taka sama, jaka byłaby moja w identycznej sytuacji. Nie zastanawiając się długo, wyszliśmy i ruszyliśmy do empiku, by nadrobić zaległości (czy muszę dodawać, że przy okazji kupiłem kolejne dwie płyty do swojej kolekcji muzycznej?:P). Gra okazała się bardzo fajna i niemal identyczna pod względem zasad, jak jeden z naszych poprzednich nabytków - "Dragon's Ordeal". I tak jak przy okazji "smoka", nasze pierwsze próby grania nie dość, że trwały znacznie dłużej niż teoretyczny czas rozgrywki (bodajże 90 minut, przy naszych kilku godzinach), to jeszcze nie zostały zwieńczone niczyim zwycięstwem (znaczy się, oczywiście, wygrała Agata:D). W międzyczasie, zjedliśmy wspaniały indyjsko-meksykańsko-piknikowy (tak to brzmiało?:P) obiadek, a następnie (po stwierdzeniu, że odstawiamy "MiM") zaczęliśmy grać w "totem" w rejonie silnie zagrożonym reakcjami sejsmicznymi. Ostatecznie, doszło do jednego trzęsienia ziemi, a następnie zwycięstwa... Agaty, bo kogóż by innego?:P Niestety, chwilę po skończeniu gry, Maciek poszedł spać. Agata włączyła Top Gear, a ja zająłem się Melody;) Była wczoraj wspaniałym, chętnym do zabawy (i przy okazji skaczącym po śpiącym Maćku) kotkiem. Już około 3.30 dzień można było uznać za skończony (choć ja myślałem, że wszyscy będziemy spać już chwilę po północy:P)

Dzisiejszy dzień zaczął się na dobre koło 11 (o ile dobrze pamiętam) - wtedy to wszyscy wstaliśmy, zjedliśmy genialne śniadanie (naleśniki z syropem klonowym) i zaczęliśmy wyczekiwać przyjazdu Ewy (oczywiście moja kocio-kobieca intuicja mnie nie zawiodła - w momencie, gdy Maciek dzwonił do Ewy, ona wciąż była w łóżku:D). Gdy tylko zjawiła się, zaczęliśmy czteroosobowe testowanie "MiM"-a (tak jak poprzednio w trójkę - i tym razem nie skończyliśmy rozgrywki), przerzuciliśmy się za to na "totem" i tym razem zwycięzcą... zostałem ja;) a potem (a może jakoś pomiędzy) stwierdziliśmy, że należy wdrożyć plan zapoznawania Agaty ze światem gier RPG (za którymi tęsknię z całego serca). Jako, że uznałem "Wiedźmina" za najprostszą grę (zresztą, sam od niego zaczynałem), zaczęliśmy od niego. Jednak zanim zaczęliśmy tworzyć postacie, Agata stwierdziła, że jej alter-ego w erpegowym świecie to świecący w różnych kolorach, nieśmiertelny robaczek świętojański. Zaczęliśmy nawet grać we dwójkę w tak dziwnych realiach, ale za chwilę wróciliśmy do zasad Wiedźmina i jedyną osobą, której postać jest już w miarę gotowa, jest Maciek. Ja (ja!!!!! hahahahaha:D) mam być Mistrzem Gry, co może być dość ciekawe, bo nigdy mi to zbyt dobrze nie szło, a jednocześnie, niemal wszyscy zawsze chcieli, żebym to właśnie ja mistrzował... masochiści?:P Jako, że do Ewy miała wpaść koleżanka, już koło 18 wracaliśmy do domów. Ewa (korzystając ze swojej nieziemskiej wręcz perswazji), namówiła swojego tatę, aby po nią przyjechał. Skorzystałem z okazji i podjechałem z nimi do Dolinki, skąd zrobiłem sobie mały spacerek w deszczu... No właśnie...

Od tego momentu przestało być już fajnie. Znów pogrążyłem się w moich rozważaniach na temat wiecznej samotności. Ale ććććśśśśśśśśśś... ani słowa więcej - to ma być pozytywna notka. Pozytywna jak niemal cały ten weekend;) Więc na zakończenie powiem, że udało mi się już stworzyć kilka zdań do wspomnianej w poprzednim wpisie książki, którą obiecałem Agacie. I oczywiście, w miarę stały punkt programu, czyli kolejny utwór z concept albumu "Panentheism".

05. We Want More and More
(DoB: 2011/11/11)

<SPIRITS:>
Let's produce the demand
Let's make an oversupply
Sell eveything to them
And they will sell their souls

<I:>
How many goods on the shelves
How many things I can buy
This must be paradise
And it's there at the corner of the street
It's always there

<SPIRITS:>
Forecast the income!
Get it at any cost
Control their minds
And they will sell their souls

<I:>
I've been working hard and this is the reward
I can pick whatever I need
Even more!
FREE CHOICE EQUALS FREE LIFE!

<GOD:> {whispers}
open your eyes - open your mind...

<I:>
I don't need you media spirits!
I don't need the things I have!
I don't need this digital quasi-life!
I need to be free!
THIS IS MY FREE CHOICE!

2011/11/06

Niepięć

"Peliczaple stały smutcholijne i zbłąkinie rykoświstąkały (...)"

     Hei! Moglibyście pomyśleć, że teraz wrzucę panenteizmowy numer 5, ale nic z tego. I głównym powodem wcale nie jest to, że utwór ten jest "under construction", ale to że w międzyczasie napisałem tekst, który zapewne nie trafi na żaden z moich concept albumów, a który częściowo narodził się podczas mojego łazienkowego "posiedzenia". Zresztą, coraz częściej zdarza mi się improwizować tekst i melodię, gdy jestem w łazience. Tylko zazwyczaj gdy wychodzę, zapominam niedoszłe "arcydzieła". Tym razem (natchniony przez pierwsze od dłuższego czasu spotkanie z Agatą, która spytała, czy nagrałem coś ostatnio), poszedłem bezpośrednio do mojego "domowego studia" (jak ja kocham w ten sposób nazywać sypialnię rodziców!) i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów chwyciłem za gitarę. Muszę przyznać, że o ile nigdy nie byłem dobrym (ani nawet przeciętnym) gitarzystą, to po takiej przerwie gram jeszcze gorzej. Moim zamysłem było wymyślenie akordów do świeżo wymyślonej melodii, a następnie spisanie (i poprawienie) tekstu i nagranie całości. O ile dwa pierwsze zadania się udały, to niestety z trzeciego nic nie wyszło, gdyż zobaczyłem, że do zestawu "efektownych kostek gitarowych" brata doszedł reverb. Zafascynowany jego wcale-nie-najświeższym-już nabytkiem, nie mogłem się powstrzymać i zacząłem nagrywać swoją improwizację. Szczerze mówiąc, nie nazwałbym jej szczególnie (ani w żaden inny sposób) udaną, ale grało mi się super;)

     Dzisiejszy dzień minął mi za to bardzo szybko. Wszystko za sprawą bardzo udanego, drugiego ostatnimi czasy, spotkania z Agatą (a potem jeszcze z Maćkiem!). Nie mam pojęcia, w jaki sposób nam się to udało, ale tym razem nie pamiętam, żeby trafiła nam się chociaż chwila ciszy (nie licząc przerw na jedzenie:P). Gdy kończył się jeden temat, to zaraz zaczynał się drugi... A może cały dzisiejszy dzień był jednym, bardzo rozbudowanym tematem? Nieważne, grunt że od dziś na brzmienie słów "kebab", "falafel", "Płońsk", czy "fryzjer" mogę reagować inaczej niż standardowy człowiek. Bardzo inaczej.
     I jeszcze na dzisiejszy temat. Dostałem bojowe zadanie napisania "wesołej" (tak brzmiało to słowo?) książki, opisującej sen Agaty. Myślę, że w tej kwestii są trzy problemy (no, trzy i pół):
1. Nie widziałem tego snu (ale mam dość mocno rozbudowaną wyobraźnię, więc to ten najmniejszy kłopot);
2. Nawet z początkowego, wesołego nastroju może urodzić się jakaś zaraza, czy inna klątwa w tym pięknym, bajkowym świecie;
3. Ostatni wers prozą napisałem prawdopodobnie 19 maja jbr. (jeszcze-bieżącego roku), co może być największym problemem.
3,5. Wszystko, co mi przychodzi do głowy jest niebezpiecznie gaimanowskie...

Ale wróćmy do tzw. "adremu" (tak, ten żart bardzo się udał Prokopowi w ostatnim "Mam Talent"), tekst do utworu "Forgotten" powstał dlatego, że od dłuższego czasu (z krótkimi i bardzo nieregularnymi przerwami) czuję się bardzo niepotrzebny (zresztą stąd też nazwa bloga), bardzo niekochany i samotny. Ostateczna wersja została pozbawiona epicko-optymistycznego bridge'a, a w zamian dostała outro w obecnej formie.

"Forgotten"
(DoB: 2011/11/04)

i am gonna be forgotten
by the time and by the world
gonna be forgotten
like my dreams gathering dust
on the shelves of my mind

see... i am just a ghost to you
nothing more than a figure in your dream
when you open your eyes i just disappear
it no longer matters that it was different
a few months ago...


i am gonna be forgotten
by the time and by the world
gonna be forgotten
like my dreams gathering dust
on the shelves of my mind

see... i know that eveything must end
but it should just fade away in a moment
then it would hurt for a while and stop
see... this time it is different
i feel that this bond is slowly dying away
causing more pain every second of my life
but i'm not able to kill it outright...


i am gonna be forgotten
by the time and by the world
gonna be forgotten
like my dreams gathering dust
on the shelves of my mind

see... never did i know how to say what i feel
never did i know how to show my thoughts a way
so they could become words on their path
to your heart...
to your heart...
and now when my heart's still beating for you
it's easier to go away than to tell the truth

why do i always choose to suffer rather than try my luck?

i am gonna be forgotten
by the time and by the world
but it doesn't really matter
because i have already forgotten
whole the time and whole the world
IF ONLY I COULD FORGET YOU!

2011/11/04

Numer cztery

04. Corporate Cancer
(DoB:
2011/10/31)

<I:>
Cold and strong!
We have to be
Cold and strong!
Day by day

In this everlasting race
Rats've been set free
Now they run
Faster than light
Go and win!
Go and kill what's on your way!

<GOD:>
I feel the movement of the cells in my brain
Something strange came into my heart
Cancer's eating up my mind
What has happened on the planet Earth?
It's something new
The most evil thing I've ever felt

<I:>
Cold and strong!
And you'll survive
Cold and strong!
The only way...

Emotions are weakness
And so is mercy
You don't need love
You don't need friendship
Go and win!
Incinerate what's on your way!

Do you see the goal?
It's there - in this golden light
Go for it - you've been needing it ever since
It's the soil of your life
The top of the ladder, the end of the chain
Get to the highest point in the horizon
So they can see the goal
THEY WILL TAKE YOU DOWN!

Do you see the goal? Yes, you do...
Do you see the reason? 'Cause I don't...

2011/11/02

Numer trzy

A oto "trójeczka" z Panentheismu;)

03. God's Dilemma
(DoB: 2011/10/10)

<GOD:>
What should I do now?
A part of me is dying
It seems like the cells of my brain are fading away
This sickness is eating me up

Something strange is coming close
The blaze's gone from my eyes
How could I foresee the future
If my eyes went blind?

Used to be so good
I could see what was coming next
Day after day
Month after month
Year after year
Now my eyes are covered
With a crust of mud
Barely can I see what's going on now

<I:>
Look what we have done!
We're killing our god
We've acquired too much power

We're an irrensponsible species with nuclear weapons
And we love our new toys
We can blast our way through heavy doors
We can rule the whole world...

But is this THE way?

<GOD:>
Something strange is going on
The crust's gone from my eyes
Now I could foresee the future
But is it worth a try?

2011/10/04

Panentheism FTW!:)

Hei:) Chyba nie będę zanudzał Was pisaniem o swoim obecnym, dennym nastroju, ratowanym tylko tym, że dziś jeżdżę na linii 222, którą w miarę lubię. Tylko ten objazd strasznie mi się nie podoba, bo wszędzie parkują osobówki, a do tego jedno ze skrzyżowań w ogóle nie jest przystosowane do tego, by przejeżdżać przez nie autobusem.

Niniejszym wrzucam drugą piosenkę z "Panentheism":

02. The Fall of Morality
(DoB: 2011/10/03)

Silently creeping through the ages
It grows stronger now and then
Day by day...
There's no escape
And there never was
You blame the others
But don't look around
See yourself in the light of a new day

We are all the part of it
An everlasting phenomenon
From the very start of humanity
We are all a part of the fall of morality!

We've been evil since the history started (maybe earlier - who knows?)
Tribal cruelty we can't imagine (can we?)
Ancient caste system (is it different now?)
Medieval inquisitions (but are they gone?)
The world wars with their terror ('we won't let them re-happen!')
Modern rat race - we're its prey (why can't we stop?)


We are all the part of it
An everlasting phenomenon
From the very start of humanity
We are all a part of the fall of morality!

We are evil! - The history won't forget!
Cruelty behind closed doors - we don't have to imagine
Caste system under different name - all the leaders rob the poor!
The Great Inquisition has never ceased! - It only changes forms
The wars are on and on and on - the terrorists and their enemies
Fighting for... peace? What a travesty!
Rat race - a prey makes a prey (makes a prey makes a prey makes a prey makes a prey)


We are all the part of it
An everlasting phenomenon
From the very start of humanity
We are all a part of the fall of morality!

... So is god?

2011/10/03

Tervetuloa!

Hei! Przed chwilą postąpiłem chyba zbyt pochopnie i usunąłem swojego 3,5-rocznego bloga... Zresztą, 3,5 roku to czas-klątwa, więc tak musiało być zapisane w gwiazdach. Tak czy inaczej, przed Wami kolejna (nie pytajcie która już) edycja moich wypocin. Mam nadzieję, że tak jak w poprzednich przypadkach mój początkowy entuzjazm pozwoli mi na nasmarowanie przynajmniej kilku wpisów - tak z rozpędu. Potem zapewne wszystko siądzie i będzie wiało nudą bardziej niż zwykle, więc... enjoy!:)

Co do części twórczej, to na początek wrzucę tekst pierwszego (z planowanych 16) utworu z mojego najnowszego, wciąż powstającego, concept-albumu o jakże zniewalającym, cudownym i przewspaniałym tytule "Panentheism". Jak zwykle, piosenki będę pisał w moim ukochanym języku angielskim - tak żeby utrudnić Wam życie.

1. We are God
(DoB: 2011/09/26)

We are god
You, a bird and this old dead tree
A cat, a rock and fallen leaf
The day, the night, the time, our needs
The planets and uncharted galaxies
Life and death and in-between
Bacteria, water and me...
We are god!

Why can't you see through the ways of divinity?
The world's not god's creation
It's much more and much less
It's so simple though you can't get it
Open your eyes and understand!
All you see,,,
All you hear...
All you feel...
All you know...
Is a part of god


We are god
You, a bird and this old dead tree
A cat, a rock and fallen leaf
The day, the night, the time, our needs
The planets and uncharted galaxies
Life and death and in-between
Bacteria, water and me...
We are god!

Fire, water, air and earth - elements running through his veins
Ether from the stars - fueling his brain
A source of divine inspiration
Cross the river, open your mind!
See the world as it is
Find out the truth
Read the masterplan!
We make god operate!
We are a part of god!


We are god
You, a bird and this old dead tree
A cat, a rock and fallen leaf
The day, the night, the time, our needs
The planets and uncharted galaxies
Life and death and in-between
Bacteria, water and me...
We are god!

God is our world...
God is even more...

Jako dodatek, dorzucam jeszcze tytuły wszystkich utworów, które mają znaleźć się na tym albumie:
01. We are God
02. The Fall of Morality
03. God's Dilemma
04. Corporate Cancer
05. We Want more than we Need
06. Internet Plague
07. Fucking Spree
08. Killing in the Name of God
09. Such a Strange Weather
10. Why don't we See?
11. Inferno...
12. ... or Heaven?
13. God's Choice
14. The Collapse
15. Big Bang
16. Welcome the New God!